Grudzien czyli zaczynamy sie uczyc i poznawac swiat * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
28-29.12.2005
Okazało się że szczekanie jest dla Beti najłatwiejszą komendą! Nauczyła się od pierwszego razu i teraz szczeka na komendę nawet bez "motywatora" czyli jedzonka! Podobnie jest z dawaniem łapki - wszystkim ją teraz wciska, nie można się opędzić... spodobało się małej.
Ostatnie dwa dni Beti jest dziwnie spokojna - jestem zaniepokojona. Czy to dlatego że całymi dniami siedzimy w pracy i Betinka umiera z nudów, czy też dlatego że wymienia ząbki i czuje się nieswojo? Nie wiem, ale dużo śpi i mało rozrabia - może to jednak nie Wilczak? ;)
27.12.2005
Po tych pierwszych mini wakacjach Betinka zaczęła mniej załatwiać się w domu, potrafi trochę wytrzymać - oby tak dalej!
Betinka jest teraz w tym fajnym wieku kiedy już rozumie pewne rzeczy a jeszcze nie kombinuje jak je ominąć ;) Jest bardzo posłuszna, trzyma się blisko na spacerach, właściwie ostatnio to mogę z nią chodzić zupełnie bez smyczy, cały czas na ulicy jest przy nodze lub w pobliżu a w lesie biega przodem albo też chce "chodzić przy nodze" czyli dostawać jedzonko za ładne chodzenie. Dzisiaj musiałam ją prawie wyganiać do zabawy, bo cały spacer trzymała się nogi i patrzyła co dobrego dostanie! Wie też że po smakołyki zagląda się w oczy a nie w rękę :) Niestety ten wiek minie i wiem że przyjdzie czas że Beti będzie kombinować...
Poćwiczyłyśmy trochę więcej dzisiaj. Zaczynam wprowadzać odchodzenie z obrotem tyłem do psa, dotychczas cofałam się tak by widziała mnie z przodu. Dokładamy też dwie nowe komendy: wskazywanie ręki i szczekanie. "Rękę" uczę podobnie jak "kolanko" czyli wykorzystuję popędzanie nas do dania smakołyka tylko że teraz jej nosek ma lądować na mojej dłoni. Szczekanie - podobnie. Najlepiej uczy mi się tego wieczorem kiedy Beti dostaje najsmaczniejszy gotowany posiłek i aż się cała do niego trzęsie ;) Trzymam miskę wysoko nad nią i zachęcam ją by coś robiła, w końcu Mała z niecierpliwości szczeknie i wtedy momentalnie część jedzenia ląduje w jej mordce. Po drugim, trzecim razie idzie już łatwo - najpierw komenda, potem gest i Betinka szczeka :))) Oczywiście jeszcze tego nie rozumie ani nie umie ale początek już jest :)
26.12.2005
Beti zwiedziła śliczne miasteczko Brodnica na Pomorzu. Poznała tam młodszą koleżankę ON-ka, pobawiła się z dziećmi, pozaczepiała przechodniów i nawet zimno jej nie przeszkadzało. Miasto nie robiło na niej żadnego wrażenia, jednak była zafascynowana zapachami ścian domów, słupów itp. Godzina chodzenia po miasteczku i półtorej godziny biegania po lesie wykańcza mi sunię i Betinka znika z naszego życia na resztę dnia ;) Ale jak cudnie gonili się z Amberkiem! Amber jak jeleń: dumnie i dostojnie, a Beti za nim jak mały zajączek: w podskokach i fikołkach. Do domu wracam z suczką śpiącą na kolanach - jak to fajnie że jeszcze jest taka malutka!
Beti poznaje wielką wodę! Nie ma ochoty na kąpiel ale jest zaintrygowana widokiem jeziora. Ogólne psie szaleństwo - widać jakie już były stęsknione biegania! Betinka zachowuje się jak papuga ;) we wszystkim naśladuje starsze psy, chodzi dokładnie tymi samymi drogami, bada te miejsca co one, nawet pije z tych samych kałuż... Amber pokazuje Beti nowe ciekawe miejsca, Mała skacze mu po głowie i zaczepia go, razem noszą kije i kopią dołki. Nabiegała się maleńka za wszystkie czasy! Jak zawsze na spacerze trochę ćwiczymy, przywołanie w nowym miejscu to nie problem jeśli ma się ze sobą kurczaka :) Można sunię odwołać nawet od stada kaczek ;)
Wieczorem szok - Beti nie chce wychodzić z domu - spacerków dość na dzisiaj! Pierwszy raz nie mogę suni wyciągnąć z domu, myśli już tylko o jedzeniu i spaniu :)
Urwaliśmy się z miasta! Wieczór Wigilijny spędzamy w małym domku, z kominkiem, wielką pachnącą lasem choinką i wszechogarniającą, wspaniałą CISZA! Pieski czują świąteczną atmosferę, są podekscytowane i zadowolone. Pod choinką znajdują wielkie kości i inne psie smakołyki. Wieczorny spacer w ciemnościach jest najciekawszym punktem dnia;)
Nasze życie jest teraz pełne zapachów kuchennych, Beti uczy się pilnie wypieku ciast, robienia sałatek itp. Trochę pomaga w sprzątaniu i właściwie na nic już nie ma więcej czasu...
Jutro jedziemy w lasy dalekie... oj wybiegają się piesy!
Spróbowaliśmy już dzisiaj wspólnego spaceru i... bingo! Spotkany piesek został przez Amberka zignorowany (faktem jest że był mały), a Beti tęsknie patrzyła, bo to jeden z jej ukochanych ;)
Całkiem nieźle idzie nam nauka zostawania w domu. Betinka spędziła dzisiaj sama kilka godzin, a po naszym powrocie spała i nie wyglądała na zrozpaczoną :) Mogłabym oczywiście zostawiać jej Amberka do towarzystwa, wolę jednak by nauczyła się zostawania naprawdę sama.
Na spacerach szukamy kontaktu z psami, każde napotkane 4 łapy są najpierw obszczekane a potem w zależności od wieku i temperamentu: obwąchane, wybiegane lub zagryzane. Betinka bawiła się dziś w wybieganie i zagryzanie półrocznego Spanielka. Piesek był tym zachwycony, skakał i szalał, niestety jego pani była z lekka przestraszona takimi zabawami. Nie pozwalała Betince kłaść Spaniela na plecach i zagryzać żeby "Nie uczył się takiej poddańczej pozycji bo będzie się bał"! Szok! Moja 3-mies. sunia jako postrach Poznania ;) No tak ale Spanielek z tych co to zawsze na smyczy, bo "On nie przychodzi jak go wołam".
Jeden dzień i już Amber wrócił do normy. Wyraźnie mu lepiej gdy spacerujemy sami, więc na wspólne zabawy zostaje dom i ogród.
Pieski pomagały mi przy pieczeniu piernika ;) A szczególnie przy zmywaniu naczyń... Beti jest taka malutka, cichutka, ale zawsze wykołuje tak Amberka, że na swoje wyjdzie! Testowałam np czy lubią kurczaka surowego. Beti wiadomo - lubi wszystko, a Amber przy niej też dostał niezły apetyt. Beti dostała kawałek a Amber cała szyjkę kurzą, wielką i surową. Chwycił chętnie i pewnie BY LUBIŁ ale nie zdążył. Beti wyrwała mu z pyska i połknęła w całości!!! Mam nadzieję że nic jej nie będzie...
Beti ma trzy miesiące! Taka maleńka a tyle już mamy wspólnych przeżyć!
Moje wilcy zaczęły na siebie nieco źle działać. Amberkowi włączył się bardzo mocno odruch obrony małej przed innymi psami, Beti natomiast we wszystkim go naśladuje i uczy się nieufności do psów :( Dlatego od dzisiaj wszystkie spacery robimy osobno. Amber zachowuje się wtedy normalniej, Beti myślę że przełamie opory do nawiązywania kontaktów, a ja... mam więcej ruchu na powietrzu przez podwójne spacerki... ;)
Na spacerze Betinka przynosiła mi rzucane kije. Dokładnie tak jak z piłką w domu, tylko że dużo szybciej poszło z kijami, widocznie Mała już wie o co chodzi.
Dzisiaj uczyłyśmy się najbardziej psiej komendy "daj łapę". Oj ciężko było na początku... Zaczęłyśmy przed kolacją, żeby chęć współpracy była większa ;) W ruch poszła karma - a tu nic - Beti kładła się i ani myślała się wysilać i kombinować jak zasłużyć na kulki. Ok, rozumiem, nie warto... Następna próba z pachnącym boczkiem - znowu nic! Widocznie Mała rozmarzyła się o kolacji ;) Wzięłam Beti na dół do pokoju, udaję że szykujemy się spać, w końcu kolejna próba z aromatyczną wędliną... Beti już nie czekała dłużej, zaczęła kombinować o co chodzi i... po kilku minutach już wiedziała co i jak! Za jakiś czas powtórka - Beti już pamiętała! Poszłyśmy na wyczekaną kolację... obie bardzo zadowolone :)
W sobotę wypogodziło się i pojechaliśmy... Ten wyjazd to głównie masa nowych szczeniaków - Beti na przerwach szalała ze starymi znajomymi i bardzo ostrożnie nawiązywała nowe psie przyjaźnie. Nasz bydgoski kurs powoli zamienia się w psie przedszkole :) Szczeniaki od 6 tyg do prawie 10 mies, wielu ras i kolorów: Labrador, Golden, Flat, Husky, Cavalier... Stara ekipa zna się już dobrze i od pierwszej chwili zaczyna harce, przybyły jednak następny Labrador i Flat. Do nowych Beti początkowo miała duży dystans, po kilku godzinach zajęć były już wspólne gonitwy i "zagryzania". Najlepiej Betinka dogaduje się z pobratyńcem - z Huskym, ale niesamowite jest że z każdym psem bawi się trochę inaczej, tak jakby dostosowywała się do jego poziomu i jego zabaw. Z Huskym to ciągłe zagryzanie, z Cavalierką - dzikie gonitwy i fikołki jedna przez drugą, z Labkową - delikatne podgryzania, wąchanie, buziaczki i wylizywanie.
Fajne jest też to, że Beti uczy się, że z tymi samymi psmi może siedzieć spokojnie na sali i spać, a na przerwach biegać. Między zabawami troszkę ćwiczymy, przy nauce zostawania zaczynam się powoli odwracać bokiem do Beti. Na przewrach Beti nie ma czasu na jedzenie, karmię ją więc na zajęciach, przy okazji wykorzystując to do nauki skupiania uwagi, czyli dostaje kulki jak patrzy mi w oczy :) To ćwiczenie bardzo ją wcisza, no i jest idealne na wykładach bo nie muszę nic do niej mówić ;) Drugie ćwiczenie które robimy to wskazywanie kolana. Na komendę "kolanko" Beti przykłada nos do mojego kolana. Bardzo łatwe do opanowania bo bazuje na naturalnym odruchu psa do "popędzania" nas do dania jedzenia. Inaczej mówiąc do wymuszania ;) Beti nauczyła się tego błyskawicznie :)
Wieczorem u Rodziny Betinka zbierała same pochwały: że już taka spokojna się zrobiła, że już tyle rozumie, słucha i patrzy, czyli łatwiej nawiązać kontakt; że nie prosi przy stole, że nie siusia co 5 sekund na dywan ;) itd
Piątkowy wyjazd zamienił się w piątkowe odśnieżanie...Poznań zasypało i nie było mowy o wyruszeniu w trasę :( Ale był też jeden plus - tony śniegu i możliwość długiego spaceru :))) Poszłyśmy więc na ten nieoczekiwanie dłuuugi spacer i było wspaniale! Zimowe popołudnie to idealny czas na przytulanki, Beti była tak rozkosznie zmęczona i rozespana ;) Przyzwyczajam Betinkę do sytuacji w której ręka czy głowa człowieka leży na niej, to bardzo miło wtulić się w pieska - często tak odpoczywamy z Amberkiem.
Zrobiłyśmy sobie ciekawą wycieczkę - odwiedziłyśmy SZKOLE! Beti nie ma żadnych zahamowań do ludzi, kocha cały świat i w szkole też jej się podobało. Fajne były Panie, bo tak się zachwycały szczeniaczkiem, fajne były Dzieciaki bo mają buźki na dużo lepszej wysokości niż dorośli :) Betinka wycałowała wszystkich, podbiła serca , ani razu nie zrobiła siusiu (no raz ze szczęścia;). W klasie położyła się koło dziecka i odpoczywała na zmianę z rozdawaniem buziaków i z braniem jedzenia od dzieci. Nie przejęła się trzaskaniem krzeseł, ani wbijaniem gwoździ. Jej swoboda była tak oczywista, jakby szkoła była jej naturalnym środowiskiem. No cóż, może chce zostać nauczycielką...
Od początku Betinka uczy się, że na spacerach nie wszystko trzeba zjeść. Kijki owszem, można nosić i memłać, to samo liście. Jednak worki foliowe, papiery i inne atrakcje są niemile widziane. Beti dostaje wtedy stanowcze "fuj" i co najdziwniejsze... to działa! Gdy przypomnę sobie kombinacje Amberka aż mi dziwnie że sunia jest taka grzeczna. Po "fuj" puszcza zaraz znalezisko i patrzy co dostanie. Mała szybko załapała, że posłuchanie się skutkuje natychmiastową nagrodą w postaci pysznego smakołyka do mordki :)
KAZDY spacer może być okazją do poćwiczenia paru rzeczy. Przywołanie - to oczywiste i dla mnie najważniejsze. Nie wymagam od psów by na spacerze chodziły ze mną tak jak na zawodach, to absurd, na spacerze mają się wyluzować, a jeśli przy tym trochę będą np mnie ciągnąć, to... jakoś to przeżyję :) Jednak przywołanie to podstawa, może od niego zależeć nawet życie psa, więc to ćwiczymy do upadłego ;) Zwykle przy komendach na spacerze nie zależy mi na natychmiastowej reakcji, Amber pomimo trzech lat nauki, nie zawsze przybiega na pierwsze zawołanie, ale wiem że w większości sytuacji (np spotkania z psami) i tak go zatrzymam i odwołam. Wiem też że mogłabym mocniej egzekwować posłuszeństwo z dobrym skutkiem ale przecież Amber jest moim przyjacielem, a nie sługą, nie musi zawsze chcieć akurat to co ja chcę. Nie dotyczy to oczywiście sytuacji zagrożenia (ulica itp) wtedy zmieniam ton i MUSI słuchać się bezwzględnie.
Z Amberkiem to jednak inna sprawa on już WIE kiedy może a kiedy musi ;) Beti dopiero zaczyna naukę i dlatego staram się by każde przyjście do mnie było dla niej szalenie atrakcyjne.
Zaczęłyśmy ćwiczenie "zostań" wprowadzać też na spacerach. To trudniejsze, bo obok biega Amber i można by robić coś ciekawszego :) Chodzenie - na dzisiejszym spacerze Betinka sama pojawiła się przy mojej lewej nodze i patrząc zachęcała mnie do nagrodzenia jej :)))
Jedzonko w domu dają Beti wszyscy domownicy, nie smakołyki tylko miskę z posiłkiem. Podobnie jak ja sama na początku tak i oni głaszczą ją i mieszają w misce. Na razie Beti nie ma skojarzenia że człowiek może jej zabrać jedzenie, broni miski tylko przed psami.
Codziennie w domu bawimy się piłką. Bardzo pomaga tu Amber i jego chęć do biegania i przynoszenia, czasem biegają dwa na wyścigi, a czasem Amberka hamuję by Beti też miała szansę ;) Zaczynam powoli nagradzać już tylko te przyniesienia piłki które kończą się podaniem mi jej do ręki, oczywiście pomagam Betince początkowo, przecież musi zrozumieć o co mi chodzi. Mam nadzieję, że Beti będzie też trochę zakręcona na piłkę bo już biega pięknie, no i ćwiczymy dużo więcej niż z Amberkiem, jednak najtrudniejsze przed nami - wyjście z piłką na spacer. Piłka kontra reszta świata ;) Do tego jednak jeszcze dużo czasu...
To był dzień pełen deszczu i totalnego lenistwa, naprawdę nie ma o czym pisać ;)
Całe trzy dni upłynęły nam pod znakiem odwiedzin :) Pomimo planów wcześniejszych udało nam się w ten weekend nie wyjeżdżać! Najpierw goście przyjechali do nas, jeszcze w piątek tylko kilka osób, a w sobotę już ponad 20! Beti starała się robić wrażenie, że wcale nie prosi przy stole, przecież nigdy nie dostaje jedzenia ze stołu, no ale te zapachy... Betinka jest wiecznym głodomorem, chodzi ciągle z nosem w górze ;)
Jak w tym zamieszaniu czuła się Beti? Mała plątała się pod nogami, pozwalała się głaskać i nadstawiała uszy na komplementy :) Gdy goście zrobili trochę miejsca na środku pokoju, Amber i Beti urządzili darmowy pokaz "wielkiej walki o sznur", która jest u nas codziennym już rytuałem i na którą można patrzeć bez końca! To cudny widok - zachwyca mnie delikatność Amberka, jego opiekuńczość i cierpliwość (wiele już nauczył się przy Beti), Betinka za to jest pojętną uczennicą, podejmuje każdą Amberka inicjatywę :)
Każdą sytuację zwykle wykorzystuję do wprowadzenia u Beti pewnych nawyków, do nauczenia jej czegoś. Goście do współpracy byli chętni, nie musiałam ich namawiać by np bawili się z Betinką, by przynosiła IM zabawki, by czasem zrobili coś dziwnego (jakiś ruch czy dźwięk), czy też by ją karmili. Tę sprawę - zabawy i karmienia przez innych trochę zaniedbałam u Amberka ale postaram się popracować nad tym z Beti. Fajnym a dość trudnym ćwiczeniem jest by pies oddawał zabawki osobie leżącej, ćwiczę to sama z maludą, potem przyjdzie czas na innych ;)
A w niedzielę... WRESZCIE - JEDNAK - WYBRALISMY SIE DO PRZEDSZKOLA :))) Nie będzie to może systematyczna praca ale chociaż czasami, ile się da będziemy tam zaglądać! Betince bardzo brakuje kontaktów z młodymi psami, nie ma wogóle doświadczeń z grupą psów, przyda nam się to przedszkole bardzo! Na naszych pierwszych zajęciach psów było mało - wystraszyli się deszczu. Nam deszcz nie przeszkadza (może trochę;) więc walczyłyśmy dzielnie ;) Wielkich przyjaźni Beti nie nawiązała, były same chłopaki i to starsze, już im co innego w głowach... poczekamy na przyjaciółkę do kolejnych zajęć. Betinka wyraźnie lepiej dogaduje się z pojedynczymi psami niż z całą grupą, więc miała małą terapię szokową - wszystkie psiaki przyleciały ją powitać i wypróbować.
Cwiczenie w grupie to było coś nowego i tu Beti szybko załapała, że jest czas na zabawę z psami a jest też czas na ćwiczenia. Na razie umiemy bardzo malutko: chodzenie zaczynamy, umiemy siad, waruj, okazało się że po 5 dniach prób w domu i na spacerach umiemy też trochę "zostań". Beti ładnie skupia się w czasie zajęć, byłam pod wrażeniem - pierwsze zajęcia, nowy teren, psy dokoła a moja sunia siedzi i patrzy na mnie :))) Oczywiście smakołyki były podstawą naszej współpracy ale i tak...
Jeszcze jeden miły akcent. Pierwszy mój kontakt z treserem, pyta się z jakim psem przyjechałam (Beti w aucie), mówię nieśmiało, że taka mniej znana rasa Wilczak Czechosłowacki, a gościu uśmiech na twarzy i mówi "To super, to są świetne psy!" Oj jak mi się cieplutko zrobiło, coś się wreszcie zmienia w opiniach szkoleniowców, mam nadzieję że mój Amberek też się do tego przyczynił!
Popołudnie było równie ciekawe, odwiedziłyśmy znajomych z małą córeczką Olą (2 lata) i z Jamniczką miniaturką miniaturki ;) Ola i Beti dogadały się bardzo szybko. Ola jest niesamowita w kontaktach z psami, nie ma żadnych obaw ani żadnego dystansu, idealna do nauczenia psa podstaw kontaktu z dziećmi. Olka zakochała się w Betince ("moja piesa"), a Beti dawała jej "buziaki". Razem zwiedziły dom, bawiły się piłką i zmęczone razem odpoczywały.
Nieco trudniej przyszło dogadać się z Jamniczką Inką - sunia broniła domowników przed intruzem. Jednak w końcu się udało i myślę że Inka nie żałowała - Beti, z lekka już padnięta po tylu wrażeniach, pozwałała suni robić wszystko ze sobą! Maleńka Inka (mała ale już dorosła) siedziała Beti na głowie, właziła na nią, kulała się po niej! Widok po prostu BOSKI!!!
A z wrażeń ogólnych: Beti jest bardzo kontaktowa, także na innym terenie i z obcymi osobami, dość poprawnie zachowuje się "w gościach" (nie licząc kilka razy siusiu ;) i bardzo ładnie reaguje na "fuj" czy podobną komendę. I tu ukłon w stronę hodowczyni, wcześnie nauczona komenda działa jak zaklęcie ;)
Ponownie zaatakowałyśmy centrum miasta ;) Było ciekawie i trochę strasznie - pojechałyśmy tramwajem! Jak to może być żeby podłoga się ruszała? Przecież to nie samochód...
Jakoś to jednak przeżyłyśmy :) Za to spacer po mieście jest ekstra! Tyle ludzi, tyle nowych rzeczy! Ćwiczyśmy z Betinką przejście przez tłum, nie wykazała nawet cienia lęku.
Fajnie się to ćwiczy na przejściu dla pieszych, gdy zmienia się światło i wielka grupa ludzi rusza na nas z naprzeciwka.
Środa to takie małe święto w środku tygodnia: śpimy dłużej, jest więcej czasu na spacer i na moje ulubione południowe sjesty z psami :) Rozkładamy wtedy koc, Amber już wie, że czas na wspólny odpoczynek i czeka gdzie ja się położę by zająć strategiczną pozycję przy moim boku ;) Nadrabiam wtedy różne notatki albo po prostu "byczymy się" całym stadem. Jest czas na pieszczotki i na toaletę - sprawdzam psom łapki, zęby, przyzwyczajam Beti do szczotkowania, do czyszczenia uszu itp. Właśnie okazało się, że złamała sobie mleczny kieł :( Apetytu przez to nie straciła, mam nadzieję że nie boli ją zbytnio!
Pogoda jest zabójczo ponura więc po mokrym spacerze dzisiejszą porcję ćwiczeń przenosimy do domu. Skupiamy się na chodzeniu (kilka kroków:) i na zostawaniu. Wydaje mi się, że Betinka załapała o co chodzi z zostawaniem, albo tak wyszło przez przypadek, bo kilka razy udało się jej zostać gdy cofałam się o krok! Skupiamy się też na "skupianiu się" ;) czyli koncentrowaniu uwagi Beti na mnie, na zatrzymaniu tej małej błyskawicy na moment.
Wieczorem szaleństwo z piłką! Amber i Beti na wyścigi pędzili po piłeczkę, żadna linka nie była potrzebna, Beti galopowała do mnie z piłką by dostać smakołyk! Serce rośnie :)))
Praktycznie w każdy weekend wyjeżdżamy nie ma więc na razie co myśleć o przedszkolu czy innym szkoleniu grupowym :( A szkoda, bo psie przedszkole jest idealną formą socjalizacji z psami, budowania kontaktu z właścicielem i zdobywania podstaw posłuszeństwa. Tym większa praca przede mną. Brak przedszkola nadrabiamy dwojako: chodzimy jak najwięcej do różnych znajomych z psami i zabiegamy o psie kontakty na spacerach; poza tym szkolę Betinkę sama, na tyle ile potrafię.
To najpierw o szkoleniu. Mamy niedaleko domu taką łąkę gdzie szkolimy się Obediencowo z Amberkiem i gdzie zaczynamy chodzić z Betinką. To całkiem inna praca niż w domu bo rozproszenie jest znacznie większe. Ćwiczyłyśmy śmieszne chodzenie przy nodze - śmieszne, bo ja odwykłam od tak małego (niskiego) psa a Beti też się dopasowywała i chodziła podskokami :) Beti jako straszny łakomczuch pracuje BARDZO chętnie, byle miała przed nosem smakołyk :))) Zaczęłyśmy po raz pierwszy naukę zostawania. Oj tu poszło gorzej... Jak można zostawać skoro się tego nie rozumie a pańcia się cofa? Jednak zakończyłyśmy jak na pierwszy raz ładnie - dwa razy mała wytrzymała sekundę gdy cofnęłam się na pół kroku! Może to się wydawać niewiele ale to bardzo dużo! Bo chodzi tylko o to by zrozumiała co od niej chcę i za co będzie nagrodzona.Przywołanie ćwiczymy na każdym spacerze, o tym już pisałam. Wychodzi różnie, zależy od dnia i stopnia zaangażowania w zabawę ;) Dzisiaj jednak w czasie spaceru Beti chyba z pięć razy sama przypędziła i to jakim tempem i z jaką radością na pyszczku!!! Na tym etapie staram się nigdy nie wołać jej jeśli nie mam możliwości wyegzekwować że na pewno przyjdzie. A więc jeśli jest bez linki wołam gdy jest nieco skierowana w moją stronę i nie jest bardzo czymś zajęta, jeśli ma linkę to próbuję w każdej sytuacji, także odwoływać ją z najlepszej zabawy.
Szkolenie małego Wilczaka to właściwie takie powolne karmienie w różnych pozycjach :) Może poźniej uda mi się wprowadzić piłkę jako motywację. Piłka jest wspaniałym narzędziem przy szkoleniu. Dla mnie z kilku powodów: daje masę radości psu przy nauce, jeśli już ją pokocha to później praca to dzika radość :))) I to jest najważniejsze! Nigdy jedzenie nie wyzwoli z psa takiej radości, ale jest i następna sprawa - nie wyzwoli też maksymalnej prędkości ćwiczenia. Kolejna rzecz - to dla czyścioszków - piłka nie brudzi nam tak kieszeni jak tłuste smakołyki.
Jednak pasję do piłeczki (pasję wilczakową, czyli nie bezwzględne oddanie piłce ale zabawa w sytuacji niestresowej) musimy sami w naszym Wilczaku wypracować, tak jak i aport. Pisałam już raz, że od małego uczymy psiaka biegać za zabawką i zaraz nam ją przynosić. Ja uczę Beti siedząc w domu na podłodze i rzucając jakąś atrakcyjną zabawkę. Beti jest na cienkiej smyczy, gdy pobiegnie po zabawkę wołam ją i nakłaniam do przyjścia, jeśli chce sama "przeżuwać" lekko ją pociągam smyczą. Zwykle to wystarcza by wróciła, jeśli oczywiście ma do mnie zaufanie że jej nic nie zabiorę. Gdy jest koło mnie zwykle kładzie się i gryzie zabawkę wtedy rzucam komendę "puść" lub "daj" i podsuwam jej pod nos parówkę :))) To zawsze działa! Z czasem "puść" wprowadzam już gdy wraca z zabawką, ale zawsze jest pod nosem smakołyk.
Z moich zabaw z Amberkiem zaobserwowałam, że piłka jest najbardziej atrakcyjna jeśli to ja ją mam ;) Dlatego nasza piłka ma sznurek i głównie się przeciągamy, rzucanie jest tylko przerywnikiem. Im mniej razy rzucam tym chętniej Amber przynosi. Wilczaki szybko nudzą się powtarzaną czynnością, a nie możemy ryzykować że rzucona przez nas piłka zostanie sama na placu a pies będzie miał ciekawsze zajęcia, dlatego 1-2 rzuty takie na kilometr ;) i wracamy do przeciągania. Tak z Amberem, nie wiem jak pójdzie z Beti. Ale mamy czas. Nic nas nie goni. Szkolenie musi być przyjemnością i radością dla obu stron, wtedy wszystko ma sens!
Strasznie się rozpisałam ale wiele osób pisze do mnie JAK to robić, JAK udało się tak perfekcyjnie poprowadzić Amberka, JAK pracować ze szczeniakiem - a więc napiszę jak to robię, krok po kroku.
Wracam jeszcze do braku przedszkola - nad socjalizacją pracujemy stopniowo. Wyjazdy i kontakt z psami dużo tu pomagają, ale to wciąż za mało. Dlatego tak często jak się da odwiedzamy znajomych i poznajemy nowe sytuacje.
Dzisiaj byłyśmy z wizytą u przystojnego Labradora Baldura, przyjaciela ze szczenięcych miesięcy Amberka, teraz też trzyletniego ale o psychice młodziaka :) Byłyśmy na jego terenie, w pierwszych chwilach psy wąchały się z dużym dystansem i nic nie zapowiadało późniejszego szaleństwa. Ale jak się rozbawiły! Te gonitwy po pokojach, te "zagryzania" i duszenia! Było na co patrzeć. Na takie wypady zabieram samą Betinkę by nie wspierała się psychicznie na Amberku, tylko budowała własną pozycję. Bo z nim to zawsze będzie super odważna :)
Odwiedziłyśmy z Betinką "duże białe psy", czyli kudłate potomstwo Undi i Zefira. Beti była w lekkim szoku. Takie duże szczeniaczki - to niemożliwe ;) Mała była nieco przytłoczona stadem białych futer i postawiła pięknego irokeza na grzbiecie. Trochę zabrakło nam przestrzeni więc z zabawy nic nie wyszło, chociaż z jedną sunią już prawie się dogadały...
Na wieczornym spacerze Beti strasznie się ubłociła - mamy już na zachodzie wiosenną odwilż ;) Zwyczajowo po spacerze przecieram psom łapki - to dobre ćwiczenie na cierpliwość, na oswajanie z zabiegami pielęgnacyjnymi. Tym razem Betinka dostała chwilowy zakaz chodzenia po domu, by uniknąć tony piachu, bo zwykły piach i tak jest wszędzie ;) Wilczaki mają tą cudowną cechę, że choćby były nie wiem jak brudne - po wyschnięciu wszystko z nich zlatuje :))) Jeśli komuś to za mało, można oczywiście dodatkowo psa wyszczotkować ale nie ma tu ciągłych kąpieli, sklejonych kłaków, nie ma nawet zapachu "mokrego psa". Praktycznie nigdy nie kąpię moich psiaków - nie ma zupełnie potrzeby, Amber jest raz w tygodniu szczotkowany ale to już z innego powodu (wyjątkiem jest spacer z wytarzaniem się pachnącym, wtedy wiadomo że kąpiel obowiązkowa!). Nie wiem czy to pozostałość po Wilkach - ten brak przykrego mokrego zapachu, chociaż jest pewien zapach psiego ciała, ale ten akurat mi nie przeszkadza, trudno żeby przeszkadzał skoro mam psy :) Powiem więcej - uwielbiam zapach Amberka ;))) Brak kąpieli (oprócz tych w naturalnych zbiornikach) jest nie tylko wygodny dla właścicieli ale i korzystny dla psa - nie likwidujemy naturalnej bariery ochronnej, którą jest właściwie natłuszczona psia skóra. Dzięki tej ochronie pies jest odporny na grzybice, zakażenia itp
Po wczorajszych żołądkowych sensacjach Beti nie ma już śladu, apetyt powrócił podwójny i sunia znowu jest szczęśliwa :)
Bydgoszcz przywitała nas wiatrem i zimnem ale atmosfera nas rozgrzała i tempo zajęć. Dla mnie bardzo ciekawe zagadnienia i ćwiczenia, dla Beti kilka psów do zabawy, w tym ulubiony Labradorek Ferdi :), niesamowicie dużo wrażeń i socjalizacja na maksa :) Za każdym razem poznajemy nowe psy i zawiązujemy nowe przyjaźnie, poprzednio "na topie" był Husky, teraz Ferdi :) Amber raczej się nudził, poza tym że "musiał" pilnować Beti ale on może spać cały dzień, jeśli dostanie trochę czasu by pobiegać. Trafiła nam się niezła gratka, bo korytarz akurat był w remoncie wiec psy oswajały się z drabinami, rusztowaniem, foliami (tu lubimy brykać!), z panem na drabinie nagle bardzo wysokim itp. Trzeba przyznać, że Beti dużo lepiej to przyjmowała niż Amber, bo po prostu nie widziała problemu, a Amber jednak był trochę spięty.
Najprzyjemniejsze jednak są zawsze wieczory z Rodziną, dzieciaki biegające za psami, rzucające piłki, rytualne karmienie psów. I to ich radosne oczekiwanie - kiedy znowu będą pieski!
Przy okazji wizyt w domach wychodzi przydatność dobrego wychowania psów. Moje psy nie ładują się nikomu na kanapy, odchodzą od stołu i czekają aż się je poprosi. Nie chwaląc się - mało widziałam Wilczaków, które byłyby przyzwoicie "okiełznane", niekłopotliwe w gościnie, ale pewnie fajnie jest mieć "dzikie zwierzątko" (kradnące ze stołu, galopujące po kanapach) - ja stawiam na dobre wychowanie swoich psów. Nie tracą na tym ani krzty radości życia i żywiołowości, potrafią ją jednak kontrolować. Oczywiście na to pracuje się od pierwszego dnia pobytu szczeniaka w nowym domu.
Przez dwa dni Beti była pogodna i wesoła, przytulała się do wszystkich, rozdawała buziaki; trzeciego dnia "padł" jej żołądek i "złe w małą wstąpiło": warczała i nie pozwalała się dotknąć :( Ujawnił się charakterek ;)
Cieszę się, że mała może tyle czasu spędzać z obcymi ludźmi, że nie goni wszędzie za mną ale chętnie bawi się też z innymi. Oczywiście jak chyba każdy Wilczak łazi za mną po domu; na spacerach najciekawszy jest Amberek, ale załapała że warto na chwilkę przybiec po smakołyk; a w pełnej ludzi sali Beti dobrze czuje się z każdym, jednak daje się ładnie przywołać i poczęstować :) - (no chyba że akurat "nie słyszy" nic leżąc pod Ferdim;)
Poznawania miasta ciąg dalszy - odwiedziłyśmy dzisiaj dworzec! Okazało się że na dworcu jest super ciekawie: pełno ludzi, niespotykana dotąd ilość różnych zapachów, na peronach małe przekąski (niestety), no i nowość - gołębie! Poznane dzieciaki Betinkę wypieściły "Jaki on milutki!" :) Dorośli też miękną na widok szczeniaka :))) Poczekałyśmy na peronie na pociąg, przyjechał wielki, sapiący - ale pańcia dawała wtedy smakołyki więc co może Betinkę obchodzić jakiś pociąg? Poćwiczyłyśmy siad i waruj przy lokomotywie, a Beti zaczepiała kogo się dało, każda wyciągnięta ręka to szał radości. A przy tym na dworcu Beti ani razu nie zrobiła siusiu (a robi ciągle) więc zachowała się doskonale.
Dworzec jest świetny do ćwiczenia bo o każdej porze coś się tam dzieje, ludzie ciągle się zmieniają. Na koniec zaszalałyśmy windą - i tu pierwszy opór, Beti nie chciała wsiąść w pierwszej chwili. Weszła zachęcona smakołykiem a potem było już super, bo wsiadły dzieci i winda okazała się świetnym miejscem!
Wreszcie widzę, że Betinka urosła. Ma ponad 12 kg i jest strasznie ciężka po kolacji ;) a w ciągu dnia chudziutka, malutka... Nadal pokryta jest szczenięcym puszkiem ale już wybija się gdzieniegdzie prawdziwy włos.
Niestety znowu znikamy na weekend, wrócimy z nowymi przeżyciami, którymi się zaraz podzielimy...