JANTAROWA WATAHA - hodowla- oswajanie wilczycy

OSWAJANIE WILCZYCY

Luty czyli początek pracy



* * * * *


26.02.2006
Kolejny dzień wrażeń. Nadal jako obserwator Betinka odwiedziła kolejną wystawę psów. Kibicowała Amberkowi na Wystawie Championów w Lesznie. Powąchała niezliczoną ilość psich nosów i ogonów, poznała mała "kuzynkę" Queen (zdziwiła się że istnieją Wilczaki mniejsze od niej;), od pierwszego wejrzenia zakochała się w Białych Owczarkach Szwajcarskich a szczególnie w pięknej Viki i już "nieprzytomna" wracała do domu. Amber i Beti są chwilowo "nieczynni" ;)

* * * * *


25.02.2006
Po raz drugi w życiu Beti zobaczyła stadko Wilczaków! I do tego tym razem u siebie w domu :))) Mamy gości - Peronówka jak co roku w lutym zawitała do nas przed wystawą w Lesznie :) Na pierwszy ogień weszła Alinka. Amber oszalał ze szczęścia a Beti wreszcie znalazła przewodniczkę duchową ;) Ali oczywiście spodobało się to bardzo i pokazała wszystkim jaka jest ważna wrrrrrrr. Za chwilę do pomocy dostała Camio - ten wleciał zadowolony i od razu zaczął zaczepiać Beti, jako najbliższą mu wiekiem. Psunia postanowiła obserwować "nowych" z bezpiecznej pozycji, może zaraz będzie ich znowu więcej? Długo jednak nie wytrzymała i już za chwilę bawili się z Camio w najlepsze.
Prawdziwa zabawa zaczęła się na spacerze. Beti zakumplowała się z Camio już na dobre, byli nierozłączni - jak coś śmigało w krzakach to wiadomo kto :) Jednak Ali nadal pozostała guru - jak królowa matka dumnie pozwalała czasem się polizać. Oczywiście był też z nami Balrog ale on z Amberkiem i (o zgrozo!) z Ali zrobili sobie wyścigi w oblewaniu drzew w lesie - poprawianiu nie było końca... ostatnia zawsze Ali :)))
Jeszcze przed gośćmi rano byliśmy na długim szkoleniu Obediencowym, Beti pięknie pracowała z Zuzią, widać że dziewczyny się polubiły. Szkolenie, zabawy z psami, zabawy z Zuzią i znowu szkolenie. I tak 1,5 godz! Oj dostała Betinka dzisiaj wycisk.
W domu po spacerze było już tylko odsypianie :)

* * * * *


23.02.2006
A jednak młodzieńczy bunt trwa nadal ;) Betinka na spacerze trzyma się blisko, pochłania masę jedzenia, po czym... zmyka do kumpli ;))) Oczywiście proste sztuczki wystarczą by ją od zabawy odciągnąć ale nie o to chodzi. Mimo taryfy ulgowej z racji młodego wieku, jednak przychodzić na wołanie musi! Nawet jeśli się fajnie bawi :) Nie ma sensu za psem wołać czy (co najgorsze) gonić. Jeśli zawołam raz i drugi i sunia olewa, robię w tył zwrot i znikam jej czym prędzej z pola widzenia. Oczywiście zaraz się melduje.
Krzyczenie i bieganie za psem to pierwszy podstawowy i najczęstszy błąd przy przywołaniu. Drugi to karcenie psa gdy w końcu przyjdzie. Nigdy nie wolno nam skarcić psa jeśli go wołaliśmy, nawet jeśli mamy na ustach pianę ;) a pies pojawił się po godzinie...
Dobrze że przeszłam już to wszystko 2 razy ze starszymi psami, wiem że "głupi wiek" mija jeśli jesteśmy konsekwentni.
W domu Beti "pracuje" teraz jak szalona. Wiadomo - jedzonko! Drzwiczki od szafki otwiera z takim rozmachem że czasem sama sobie nimi przyłoży ;) Umie też podawać miskę ale jeszcze nie zawsze do ręki. Czasem jednak widzę że jakaś sztuczka mniej Betince pasuje, np tak jest z "poproś". Próbowałam ją nauczyć proszenia ale gest jest zbyt podobny jak ten do wyskoku w górę i Beti nie wie czego teraz chcę :( Wyraźnie się przy tym ćwiczeniu blokuje, myśle że dam sobie z tym na razie spokój - przecież to ma być zabawa.
Nasze wieczorne zabawy z piłką to świetny sposób na budowanie kontaktu i wypracowywanie aportu. Amber teraz ma taki czas że jest bardzo zazdrosny, musi robić wszystko to co Beti, ale nie ma sprawy - konkurencja tylko się tu przydaje. Oba psiaki śmigają za piłką na wyścigi, a który przyniesie ten dostaje smakołyk. Amber czasami perfidnie wykorzystuje swoją przewagę i nawet jeśli to Beti jest pierwsza przy piłce, on bezczelnie wyrywa jej piłkę z paszczy i dumnie przynosi:)
Dzisiaj zaszalałam - kupiłam prawdziwy mały koziołek aportowy! Beti myślała że to kijek do gryzienia, Amber zdziwił się - co to takie małe :) Po niezłych podchodach ( wkładanie do pyska, klik, smakołyk ), po próbach zastępowania piłki w zabawie koziołkiem, mamy sukces - Beti przyniosła mi kilka razy mały koziołek!!! Chociaż wyraźnie wolałaby piłkę. Czyżby Wilczaki naprawdę nie aportowały? ;)

* * * * *


21.02.2006
Zadziwiające jest jak Beti lgnie do ludzi. Jest wielką przylepą i lizawką. Amber też jest bardzo kontaktowy i przyjacielski ale Betinka przebija go o 1000 razy! Bywa, że na spacerach psy się bawią, gonią a Beti leci podlizywać się ludziom i wybiera ich towarzystwo. Każdy człowiek (jeśli akurat siedzi czy leży) musi być dokładnie wylizany, a szczęście jest tak wielkie, że momentalnie pod Betinką pojawia się wielka kałuża... kochana ta moja Psunia :)
Nasza systematyczna praca nad kontaktami z psami daje dobre efekty - Beti wyzbywa się nieśmiałości i chętnie bawi się też z wielkimi futrzakami. Dzisiejsze popołudnie spędziła na "zagryzaniu się" z Labradorkiem i Malamutem :)
Pojawiły się pierwsze sygnały niezależności i humorków, czyli częściowa głuchota na spacerach ;) Jednak Betinka podstawy ma dobre a resztę postaramy się dopracować. Na początek koniec z karmieniem w domu, nawet za sztuczki smakołyki tylko mikroskopijne. Jedzonko zabieram tylko na spacer i ile zje to jej :) Dodatkowo oprócz karmy na spacer zabieram surowe serca drobiowe: małe, poręczne i... działające jak magnes ;) No zobaczymy jutro jak "terapia" zadziała, a pojutrze to już na 100% :))) Najlepszy test będzie za 2 tygodnie na kolejnym spacerze z Bast, bo od niej jest Betince najtrudniej się oderwać.

* * * * *


19.02.2006
Jeżeli chcemy mieć psa naprawdę pracującego z przyjemnością, jeśli ma kombinować raczej w tym dobrym, interesującym nas kierunku to nasz pies powinien cały czas "być w pracy". Z wyjątkiem czasu kiedy śpi lub nas nie ma (czyli też śpi;). Pies każde nasze zachowanie odczytuje i interpretuje po swojemu, dajmy mu więc wyraźne sygnały czego oczekujemy. Jeśli ja chcę mieć psa, który ciągle myśli, który wiele rzeczy potrafi, który jest w końcu posłuszny - będę takie zachowania nagradzać. I nie tylko na placu szkoleniowym ale w każdym momencie życia psa.
Podobno im więcej pies umie, im więcej zna komend tym lepsza nasza wzajemna komunikacja. Jednak najbardziej trafia do mnie argument, że skoro pies lubi być nagradzany (a kto nie lubi!) i ja to lubię, to idealnie jest jeśli cały dzień mogę psa nagradzać :)
Dlatego Beti "pracuje" cały czas. Cały czas uczy się czegoś, każdą sytuację traktuję jako wychowawczo-szkoleniową. Jeśli bawi się z psami: uczymy się odwołania od zabawy i wykonywania ćwiczeń w obecności bardzo atrakcyjnego otoczenia. Jeśli jesteśmy na spacerze: po przywołaniu ćwiczymy chodzenie przy nodze, niepodejmowanie pokarmu (i gorszych rzeczy), przynoszenie przedmiotów itd. W domu mamy już sporo ćwiczeń dość dobrze opanowanych ale przed nami jeszcze nieskończona ilość możliwości. Każde zachowanie psa, które chcemy kiedyś wykorzystać warto już teraz nagradzać: każde podniesienie papierka czy zabawki, dotknięcie nosem czy łapą, polizanie czy nawet ziewanie lub przeciąganie się. Oczywiście jeżeli chcemy żeby nasz pies umiał robić różne rzeczy :)))

Mijający weekend obfitował we wrażenia i dla mnie i dla Beti ;) Dla mnie zaczęły się sprawdziany, dla Betinki życie towarzyskie kwitnie :) Powoli dla "chłopaków" różnej maści zaczyna pachnieć ciekawiej, co dość ją denerwuje i wprowadza mały zgrzyt do zabaw ;) Poszalała znowu z siostrzyczką, pobawiła się z dziećmi - pięknie wykonywała komendy mojej małej kuzynki.
Zeby nie było tak słodko - Beti ma też pewne zachowania, które mi nie odpowiadają. Np gdy ktoś wchodzi do sali z psem Betinka podrywa się i szczeka ostrzegawczo. Niestety podpatrzyła to u Amberka, a teraz trzeba sprawę "odkręcać". Nie samych dobrych rzeczy można się od starszych nauczyć....;)

* * * * *


16.02.2006
Inteligencja Wilczaków jest już niemal przysłowiowa (w każdym razie w naszym gronie;). Wiele osób pisze do mnie pytając jak to się dzieje, że moje psy chcą i potrafią wspólnie ze mną bawić się, ćwiczyć a nawet startować w zawodach. Ze nie sprawiają większych kłopotów wychowawczych, nie uciekają, nie rozpaczają i nie demolują. Myślę, że większość odpowiedzi jest tutaj, w tych notatkach, chociaż wiadomo że to nie jest żadna recepta - każdy pies jest inny i swoje zachowania musimy do niego dostosować. Gdybym miała odpowiedzieć jednym zdaniem to brzmiało by ono: Zaprzyjaźnić się ze swoim Wilczakiem i właściwie ukierunkować jego Niesłychaną Inteligencję.

Inteligencja Betinki podpowiada jej, że jeśli otworzy szafkę na moją prośbę to jest szansa na kolację ;) A więc sunia bez problemu już szafkę otwiera :)

* * * * *


15.02.2006
Betinka ma niezły charakterek. Do ludzi słodka, podlizująca się i rozkoszna, do psów potrafi mieć swoje zdanie. Z jednej strony jeśli pies na nią warknie - kładzie się i rozpłaszcza na plecach, nawet głowę ma płaską ;) Jednak jeśli np jedzie autem to żaden z naszych psów nie ośmieli się koło niej siedzieć, wystarczy że ją nadepnie a już taki warkot, że Amber by się nie powstydził! Mimo tego całego podlizywania potrafi swoje przeprowadzić.
Jak każda sunia jest niesłychanie cwana. Poczynając od tego, że potrafi ukraść Amberkowi smakołyki sprzed pyska, ale zabiera mu też ulubione zabawki! Amber leży i gryzie np szyszkę a Beti podczołguje się jak najbliżej wylizując Amberkowi pyszczek, gdy jest zbyt blisko Amber wkurza się i ją gryzie, a ona wrzeszczy okropnie, piszczy i... przysuwa się coraz bliżej sięgając po szyszkę :)))
Na szkolenie wybraliśmy się dzisiaj w większym składzie. Była z nami Zuzia, dziewczynka która chce uczyć się szkolenia psów, która chce pracować z Betinką i która pokochała Wilczaki. W domu dość łatwo było Zuzi zrobić coś z Beti, jednak na zewnątrz już dużo trudniej. Dlaczego Beti miałaby koncentrować się na Zuzi jeśli tyle jest wkoło ciekawych rzeczy, no i jej pańcia i Amber są tu też? Jednak Zuzia ma wiele cierpliwości i z czasem zżyją się z Betinką bardziej.

* * * * *


14.02.2006
W dzień Swiętego Walentego Beti poznała nowego kolegę, przemiłego Husky - Tano. Oczywiście był szczęśliwy, że odwiedziła go panna i cały wieczór razem dokazywali. Amber z wiadomych względów musiał zostać w domu :( - nie cierpi gdy inny samiec bawi się z Betinką ;) wyjątek robi tylko dla szczeniackiego Amonka. Obraził się zresztą za to zostawienie go samego i nie gada z nami i nie chce jeść...
W przerwach między zabawami z Tano Betinka poznawała dzieci znajomych i próbowała "wysępić" od nich coś dobrego ;)
Na spacerze ćwiczyłyśmy głównie przechodzenie z "do mnie" na "do nogi". Także przywołanie od razu do nogi. Wychodziło nam nieźle, bo z kieszeni znowu pachniało kurczakiem... :)
Ostatnio w domu Beti była nieco rozkojarzona, jakby mniej chętnie chciała ćwiczyć. Sięgnęłam więc po argument większego kalibru, zniknęła całkowicie miska, jedzonko można dostać tylko z ręki (albo z widelca jeśli mieso ;) i tylko za pracę. Okazało się w 1 dzień nawet szafka już się "sama" otworzyła i wiele ćwiczeń się przypomniało :))) Swietny sposób jednak wymaga dość dużej ilości czasu kilka razy dziennie, bo sunia musi się przecież porządnie najeść.
Bardzo wielkie dzięki za miłe komentarze - wtedy to pisanie ma jakiś sens. Co do przerw, wiadomo, nie zawsze coś się dzieje i nie zawsze mam "wenę" ;)))

* * * * *


13.02.2006
Wilczaki mają dużo różnych spontanicznych zachowań: na powitanie skaczą, podgryzają ręce, często liżą, szczeniaki podsikują z radości. Część tych zachowań jak np skakanie jest niechętnie odbierane przez ludzi. Obcy ludzie prawie nigdy nie chcą by pies na nich skakał. Właściciele - znam takich co marzą by psa tego oduczyć ale nie są w stanie i takich, którym to absolutnie nie przeszkadza. Amber skakał do umęczenia jak był mały, potem przestał (niestety o zgrozo nie pamiętam jak się to stało), z czasem zaczęłam go bardziej rozkręcać i pobudzać i teraz trochę znowu skacze. Zwykle jednak skacze przyzwoicie - obok mnie a nie na mnie :)
Niestety jest całkowicie wykluczone żeby Beti mogła skakać na ludzi, po prostu musi się tego oduczyć. A skakać oczywiście uwielbia... Myślałam jak wyeliminować to zachowanie i najlepszym sposobem wydaje mi się wyuczenie "zachowania wykluczającego", czyli nauczenie Beti by jak się wita nie skakała tylko np robiła "siad". Zabranianie nic nie daje, albo nie posłucha, albo już nie będzie się cieszyć na nasze przyjście.
Zaczęłam od powitania Beti ze mną. Zanim ją przywitam po pracy pędzę do lodówki po smakołyki (ale takie ekstra), potem otwieram sunię i od razu ręka do góry i rzucam "siad" i nagroda do mordki. Siad trwa oczywiście początkowo ćwierć sekundy, ale z czasem się wydłuża. Jak zaczyna się podnosić znowu "siad" i tak dalej... to działa!!!
Podobnie z podgryzaniem - Beti nie wolno tego robić absolutnie. Z oduczaniem poszło nam dość łatwo, mam wrażenie że to zależy od charakteru psa - dla Beti wystarczy że lekko pisnę a już puszcza i nie gryzie.
Najtrudniej ćwiczyć z gośćmi, bo potrzeba wtedy ich współpracy.
Po małej przerwie wróciłyśmy do naszych ćwiczeń - Beti zdążyła już część rzeczy zapomnieć ale przecież nigdzie nam się nie spieszy. Na placu Beti pięknie robi "zostań": przez minutę ani drgnie, zostaje też na 15-20 m.
Mieliśmy dzisiaj miłych gości - odwiedziła nas sympatyczka Wilczaków Zuzia z Mamą i Siostrą. Amber zwariował z radości - 3 kobiety przyszły go podziwiać! ;) Wpychał się nosem wszędzie, wogóle nie dopuszczał Beti do zabawy. Popisywali się zresztą oboje - udawali że się zagryzają, co dla nieznających rasy wygląda dość groźnie :) Wywracali się brzuchami do góry itp. Potem było małe ćwiczenie psiaków, no i trochę zdjęć. Zuzia okazała się wielką miłośniczką psów a w szczególności szkolenia psów, jeśli będzie miała chęć spotkamy się na wspólnych sobotnich treningach, jakiś pies zawsze się znajdzie wolny do pracy ;)

* * * * *


12.02.2006
Ostatnie dni z Amonkiem to psi karnawał ;) zabawy, szaleństwa, gonitwy i wspaniałe porozumienie. Zżył się z nami "chłopak" i żal się rozstawać, ale trzeba... Myślę że niedługo się spotkamy i może razem pojeździmy po wystawach :)
Pierwszy kontakt Betinki z wystawą mamy już za sobą! Pojechaliśmy całym stadkiem na Walentynki do Bydgoszczy. Bardzo nam ta Bydgoszcz bliska w tym roku, nie możemy się rozstać ;) Amon i Amber biegali w ringu a Beti się przyglądała. Byłam bardzo ciekawa reakcji Beti na nowe otoczenie i nie zawiodłam się! Beti była początkowo zdziwiona taką ilością psów w jednym miejscu ale właściwie to nie miała czasu na przemyślenia. Została "zwrócona" tymczasowo Ewie ;) a ja musiałam zająć się wystawianiem "panów". Dzięki pomocy kilku osób (bardzo, bardzo dziękuję!) udało się to zrobić bez problemu, a Betinka w tym czasie odnawiała znajomość z warszawską ekipą czyli z tatą Clifem i siostrami-królikami.
Po ocenie poszliśmy na wspólne zdjęcia. Oj było ustawiania! Dziewięć Wilczaków! Były sesje z tatą, z siostrzyczkami i całej gromadki. Siostry trochę na siebie burczały ale zdjęcia mamy piękne :)
Krótko zwiedziliśmy hale - warunki ekstremalne - dziesiątki psów i tłum ludzi totalny. Okazało się, że nie robi to na Betince wrażenia, dzielnie przepychała się przez tłum, wąchała wszystkie pyszczki i ogonki po drodze i wogóle było fajnie:) Moja dzielna sunia!
No a na deser najfajniejsze - wizyta u Basty i spacer z (prawie) całą wilczakową ekipą :) Towarzystwo od razu podzieliło się na trzy grupki: Amber i Amon szaleli z Nirvaną (Carmen), Amber uczył Syna tego subtelnego podejścia do płci pięknej, którym podbija ich serca ;) Druga ekipa to Beti i Bast, pamiętały się ze wcześniejszych spacerów w Bydgoszczy i wyraźnie preferowały swoje towarzystwo. Trzecia to Belit i Barsa, też trzymały się razem, no ale to wiadomo, że "Warszawka" z innymi nie gada ;)
Zabawa była przepyszna! Umówiliśmy się już na następne spotkanie, oby jak najszybciej! Tym razem zaatakujemy... Grudziądz :)

* * * * *


08.02.2006
Kolejny dzień w Szkole. Masę różnych doświadczeń dla małej suni: czesanie, karmienie, wspólne leżenie, prowadzenie na smyczy i wszelkiego rodzaju dotykanie i głaskanie - a wszystko to robiły oczywiście dzieci :)
Przy większej grupie trudno jest psu skupić uwagę na konkretnym dziecku - dzieciaki wydają masę poleceń i to często sprzecznych ;) Jednak potwierdza się ponownie - podstawa to "łapa" :))) Zabrałam za zajęcia ukochane Betinki szyszki i dzieci miały świetną zabawę rzucając je a Beti przynosząc.
Na spacerze ochyda - mokro, śnieg topnieje - jednak moja wataha szaleje też w wodzie ;) Wrażenie jest niesamowite gdy takie stadko pędzi i zabawia się, jednak trzeba mieć cały czas oczy naokoło głowy, bo jak coś zobaczą i polecą... Cały czas trzeba być czujnym i zawsze widzieć wcześniej. Można też oczywiście obserwować stado, zawsze jest ten moment przed "startem" kiedy pies wypatruje i wtedy najłatwiej go powstrzymać. Coprawda jeszcze ani razu mi nie poleciały nigdzie ale wyobrażam sobie co ktoś by czuł (człowiek czy pies) gdyby dopadło go takie stado :)))

* * * * *


07.02.2006
Wreszcie mam coś co Betinka przynosi z pasją! Tanie i łatwo dostępne - to zwykłe szyszki :) Beti zwariowała na punkcie szyszek :))) Jak szalona pędzi za nimi i co najważniejsze - przynosi! Staram się by podawała mi zawsze do ręki, jeśli puści - nie ma nagrody - biegnie jeszcze raz.
Udało mi się odwołać Beti od biegnącego kota! Mały sukcesik ale miły ;)
Dzisiaj Amber uczył Betinkę podawania miski na komendę :) Całkiem fajny z niego pomocnik. Byłyśmy na etapie chwytania zębami, teraz już krok dalej - Beti zaczyna lekko podnosić paszczę z miską ;) Oczywiście trzeba było się postarać, żeby jak najmniej smakołyków wylądowało w brzuchu Amberka...
Od mniej więcej tygodnia Beti zupełnie zaakceptowała samotne zostawanie w domu, w klatce. Więcej też śpi w klatce w ciągu dnia gdy jestem w pracy, w ten sposób trochę lżej ma Babcia :) Dotychczas gdy była z Babcią sporo marudziła gdy ją Babcia zamykała (niestety zostawić małej rozrabiaki nie można na chwilę bo już kombinuje;), a gdy zostawała sama w domu to czasami najpierw była rozpacz, jednak po powrocie spała słodko. Było oczywiście już całkiem nieźle, ale nie to co bym chciała - żeby mała czuła się sama w miarę komfortowo.
Sposób znalazł się całkiem przypadkiem - Rodzina zbuntowała się i kazała mi wyrzucić klatkę z salonu, powędrowała więc do korytarza - i od tej chwili Betinka zaakceptowała klatę ostatecznie :) Teraz płacz jest już tylko jeśli wychodzę z innym psem...

* * * * *


05.02.2006
Weekend zaczęłyśmy porządnym treningiem pomimo zimna i wiatru. Chodzenie przy nodze - zazwyczaj Beti idzie wpatrzona totalnie, tu rozproszenie ćwiczącymi psami było duże i nad koncentracją musiałyśmy popracować. Ucieszyła mnie reakcja na rzucanie kijem - Betinka bez problemu go przynosiła, chociaż dość dawno już nie bawiłyśmy się tak! Poznałyśmy nowego kolegę i Beti wreszcie miała chętnego do wybiegania się na maksa! Przy okazji (piesek też młody) uczyłyśmy nasze psiaki odwołania od zabawy.
Wieczorem ruszyłyśmy znowu w gości (wyraźnie nadrabiam towarzyskie zaległości;) Beti poznała pierwsze w życiu małe zwierzątko (oprócz kotów w domu) - małą koszatniczkę. Obie były sobą bardzo zdziwione, Beti nie napastowała jej i szybko dała jej spokój. Wogóle psuła opinię porządnym Wilczakom - spokojnie leżała, dawała się głaskać, w końcu odwróciła się brzuchem do góry i poszła spać :) Nauczyła się pewnie od Amberka, że w gościach trzeba się dobrze maskować ;)
Słoneczna mroźna niedziela to przede wszystkim kilkugodzinny spacer. Całą wilczakową trójcą łaziliśmy i cieszyliśmy się pięknem lasu. Amber przeważnie przeciera szlak, a "dzieciaki" szaleją dookoła, ja oczywiście sunę na końcu ;) Co chwilę mam którąś mordkę koło siebie - przypomina mi, że czas na smakołyka, dlatego na spacer kieszenie mam wypchane do ziemi ;) Na przywołanie najlepiej reagują głodomory, czyli "młodzież", Amber czeka czy wołałam serio czy "tak sobie" ;) No i (typowe wyuczone zachowanie) rozgląda się najpierw co jest w zasięgu wzroku, bo skoro wołam to może gdzieś dzieje się coś ciekawszego? ;) Na szczęście zawsze przychodzi, nawet jeśli jest to odwołanie od psów. Z jednym wyjątkiem - nie przepuści znajomym suczkom - ale to mu wybaczam ;)
Betinka po spacerku nie chciała już nic tylko zjeść i spać dłuuugo :) Wieczorem sunię pięknie wyczesałam, takie długie włoski już ma na szyji! W końcu za tydzień egzamin przed Ewą - hodowczynią Betinki - no i pierwsze spotkanie ze światem wystaw. Będziemy na wystawie Walentynkowej w Bydgoszczy, Amberek pobiega po ringu a Beti pierwszy raz wystąpi oficjalnie jako pies z Fundacji "właśnie tak!" Planuję pojeździć z Betinką trochę po mniejszych wystawach, głównie w okolicy, by obeznała się z klimatem wystawowym i żeby socjalizować ją z psami.

* * * * *


03.02.2006
Im więcej ćwiczymy tym szybciej Beti się uczy. Czasem wystarczy parę minut by załapała o co chodzi. Dzisiaj próbowałyśmy dwie rzeczy: czekanie na komendę "jedz" przed pełną miską i podawanie pustej miski. Czekanie poszło zadziwiająco łatwo - ale też sposób nauki był "ściągnięty" od koleżanki i sprawdzony.
Dotychczas kilka razy próbowałam nauczyć tego Betinkę tym sposobem co Amberka - komenda "waruj" lub "siad" i jeśli się podnosiła to "nie". Jednak Beti jest zupełnie inna niż Amberek i trzeba sposoby szkolenia do niej dobierać delikatniejsze. Przy tamtym sposobie zniechęcała się szybko i nie wiedziała co jest grane. Patrząc na to teraz odbieram to jako szkolenie negatywne, nauka przez niepozwolenie na wykonanie czegoś. A tego Beti nie lubi w nauce.
Nowy sposób jest prosty, bardziej czytelny dla psa i... pozytywny ;) Nagradzam jeśli robi to co chcę. Trzymam miskę w górze, daję komendę "siad" i nagradzam (łatwiej z klikaniem). Opuszczam miskę, jeśli mała wstaje podnoszę miskę, sadzam Beti i nagradzam. Za każdym razem kiedy Beti podnosi się, miska jedzie do góry, gdy mała usiądzie - nagroda i miska na dół. Dosłownie w przeciągu minuty Betinka opanowała w minimalnym zakresie całe ćwiczenie!
A nie było łatwo bo Beti jest zwariowana na punkcie jedzenia i do tego miskę wykorzystywałam na początku do innego ćwiczenia, do nauki szczekania.
Podawanie miski jest bardziej skomplikowane, rozłożymy to na więcej sesji. I tak już coś Beti umie - w jeden dzień nauczyła się chwytać miskę zębami.
Betinka miała dzisiaj terapię szokową - odwiedziłyśmy znajomych z wielkim, puchatym malamutem, który w dodatku nie chciał się od Beti odczepić. Mała broniła się dzielnie! Próbowała wytłumaczyć mu różnymi sposobami że nie chce się z nim bawić ale to był jeden z tych facetów, do których żadne argumenty nie trafiają ;) Skończyło się na wspólnym skupianiu uwagi i jedzeniu smakołyków :)

* * * * *


01.02.2006
Zaczynamy zapoznawać się ze Szkołą i z panującymi tam prawami. Betinka z dziećmi czuje się swobodnie i chętnie pozwala się karmić, prowadzić, dotykać, dawać łapę itp. Asystujemy na zajęciach u starszego kolegi Goldena i... uczymy się :) Zwykle zaczyna się trochę później, około pół roku, ja myślę jednak że im szybciej tym lepiej, byle nie za dużo. Przebywanie z dziećmi, zwłaszcza chorymi, jest dla psa wyjątkowo męczące, widziałam po Betince - już po 20 min zaczęła dawać sygnały, że jest zmęczona, a chwilę później sama ułożyła się do spania. Za miesiąc, po feriach zaczynamy odwiedzać dzieci już regularnie - dwa razy w tygodniu. Przebywając z dziećmi widać co jest potrzebne i co dzieci lubią - siadanie, podawanie łapki - trudne jeśli dzieci mówią niewyraźnie i ruchy nie są skoordynowane. Takie zachowania trzeba więc wyuczyć aż do przesady - i nad tym będziemy pracować.

* * * * *




go back