JANTAROWA WATAHA - hodowla- oswajanie wilczycy
OSWAJANIE WILCZYCY
Marcowy przeplataniec
* * * * *
31.03.2006
Beti uwielbia przynosić różne rzeczy. Pielęgnowana od małego nauka "aportu" daje teraz efekty. Nikt nie powiedziałby że Wilczaki nie lubią aportować patrząc na moje dwa :)
Na spacerach Psunia znosi mi kije, plastikowe butelki i wymienia na smakołyki ;) Amber woli żeby mu rzucać, a Beti po prostu lubi nosić kije. Nosić i przynosić ;)
Mamy też jak na ten wiek ładnie opanowany aport, Beti przynosi koziołek i siada przede mną :) No wiadomo, jeszcze nie za każdym razem ale już!
Koniec marca to początek wiosny. Moje psiaki czują ją już bardzo. Amber rozgląda się za suczkami, nachalny nie jest ale daje sygnały że jakby co to... :) Betinka namiętnie tarza się
w rzeczach "pachnących inaczej", walory smakowe też testuje, brrr. Tęsknią też do biegania, większych spacerów, jednym słowem - nosi je :)
* * * * *
26.03.2006
Zaczęłyśmy wreszcie porządne szkolenie! Porządne czyli z grupą psów, zorganizowane i zaplanowane. Oczywiście Psunia trochę już umie ale nie ćwiczyła wiele z innymi psami. Grupę mamy fantastyczną: przede wszystkim ćwiczy z nami Betinki siostra - Bast, poza tym dwa ON-ki i kilka Labko-Goldenków ;) Wszystkie przyjazne, żadnych agresorów nie ma, psiaki są młodziutkie i zabawowe.
Pierwsze zajęcia były typowym chrztem bojowym - pracowaliśmy w strugach deszczu. Najtrudniejsze dla mnie i dla Daniela było oderwać od siebie Beti i Bastę. Dziewczyny kochają się na zabój! Generanie było fajnie, trochę słońca i będzie pełnia szczęścia :)
Zaczęliśmy od skupiania uwagi - tu Beti wie o co chodzi, wystarczy siedzieć i patrzeć i dają jeść :) Oczywiście ciekawe było co robi Basta, czy też ćwiczy, czy może ma coś lepszego ale udało się Betinkę skoncentrować na pańci. Chwila biegania i w trakcie kilkakrotne przywołanie - smakołyk w paszczę i dalej bieganko. Beti "by" przyszła, ale trudno jest iść z Bastą wiszącą na szyji albo samemu wisząc jej na szyji ;) Więc trochę było wołania i wygłupów ale mogło być gorzej.
Początek nauki zmian pozycji - dla nas nudy - ale prowadzący Piotrek szybko znalazł nam trudniejsze zadanie. Bieganie, skupianie i początki przywołania z bliska. Bardzo bogaty program, psiaki miały dość już po godzinie.
Ciekawie Beti reaguje gdy jest zmęczona, prawie nie daje znaków pośrednich, ale jak już się "wypali" w jednym momencie przestaje pracować. I tak było dzisiaj. Po ponad godzinie Beti opuściła łepek i już nie chciała ani jeść ani nawet spojrzeć. Miała dość i nic się z tym nie da zrobić. Podobnie jest na zajęciach w Szkole, jednak tam obciążenie jest dużo większe i Psunia wytrzymuje około pół godziny, po czym się wyłącza. Wtedy zabawa i do domu :)
* * * * *
19.03.2006
Psunia ma pół roku! Mimo błota po kostki zrobiliśmy sobie długi urodzinowy spacer i oczywiście sporo zdjęć. Były smakołyki, kości i inne takie :)
Sobotnie ćwiczenia z Zuzą poszły Betince dość kiepsko. Niestety odbija się tu mój brak czasu w tygodniu :( , mało ćwiczeń i spacerów ostatnio.
Beti była zainteresowana tylko bieganiem, podobali jej się "belgijscy" koledzy, ale ćwiczenia.. fe!
Trochę popracowała ale tyle co nic :(
Generalnie odpoczywamy sobie i lenimy się... :)
* * * * *
16.03.2006
Wózek już jest ok. Beti chętnie mu towarzyszy jeśli w zamian słyszy pochwały :) Taki wózek inwalidzki w domu to niesamowite mozliwości. Będziemy się uczyć podawania różnych rzeczy do wózka, spacerów z wózkiem i co tylko jeszcze wymyślę.
Początkowo Betinka miała opory z podawaniem, przynoszeniem mi rzeczy, ale ponieważ ładnie pracuje już na kliker, wykorzystałam go i w tym zadaniu. Szybko się przełamała i teraz poda mi prawie wszystko :) Podaje miskę, koszyk, szmatki, skarpetki, ale do niedawna podaje też... koziołek do aportu!!!
Postaram się w weekend wrzucić trochę zdjęć Beti przy ćwiczeniach.
Betinka wyjątkowo spokojnie robi zostawanie. Aż mnie to dziwi. Przy Amberku nabiegałam się strasznie poprawiając go, a Beti najwyżej raz czasem spróbuje się podnieść a zwykle leży jak zamurowana. Także pod względem słuchania się jest podobnie. Wystarczy raz powiedzieć i już. Oj sunia to jednak jest anioł...
* * * * *
15.03.2006
Wilczakowe dziecię zaczęło poznawać sprzęt medyczny. Jako że w domu pojawiła się chora, udało się też ściągnąć wózek i kule i Beti już się przyzwyczaja. Kule nie zrobiły na niej wrażenia, nawet jak udajemy różne rodzaje chodzenia, kuśtykania itp. Wózek pachniał ciekawie, gorzej jak okazało się że jedzie! Ale tu pomógł Amber. Przyzwyczajony do jazdy taczką, szybko oswoił się z wózkiem. Robiliśmy "hop" i inne takie ;) Myślę że za parę tygodni wózek będzie dla Betinki czymś zupełnie normalnym i oczywistym.
* * * * *
13.03.2006
Na kilka dni opuściliśmy się z pisaniem ale to nie przez lenistwo, chociaż też skończyło się w łóżku :((( Choroba to jednak dobry test na cierpliwość psa ;) Tym razem test dla Beti (Amber już dawno wykazał się cierpliwością totalną). Rano mały spacer i potem dłuuugi odpoczynek... Beti dopasowała się do nowego rytmu i zgodnie z Wilczakowym zwyczajem: jak śpisz to i ja śpię, przespała ostatnie dni.
Właśnie, spanie! Jak pisałam ostatnio klatkę zajął Amberek, wydaje się, że już na dobre. Czasem Beti wciska się do niego ale długo razem nie poleżą :) jeden szybko się ewakuuje. Aż taka duża to ta klatka nie jest żeby 2 się wyspały! Beti śpi jak aniołek :))) Wiem, ma już prawie pół roku, ale te pierwsze miesiące w klatce dały jej niesamowicie dużo! Nie ma żadnych nocnych wędrówek czy zabaw, nie ma mowy o psuciu, nawet nie ruszy kociej karmy (śpimy w pokoju z Beti, Amberkiem i kotką Zuzią ;)
Obecność Beti ciągle zmienia zachowania Amberka. W ubiegłym roku zimą wolał spać na ogrodzie, teraz - ani myśli! Skoro wszyscy śpicie w domu - to ja też!
Druga sprawa, pisałam już o tym - reakcja Amberka na inne psy ale i... karność. Początkowo było nam dużo trudniej. Każdy pies to zagrożenie, trzeba go nastraszyć. Teraz jest już właściwie normalnie, czyli za samcami nie przepadamy ale nie musimy ich widzieć albo "pogadamy" sobie z daleka. Oczywiście nie zaryzykowałabym puszczenia Ambera do psów (samców) bawiących się z Beti, na pewno by było... niemiło...
Tak to już jest chyba z każdym Wilczakiem-facetem, że przychodzi taki wiek że konkurencji nie przepuści. Nie znam żadnego dorosłego wilczaka-psa, który by miał dobre układy z innymi dorosłymi psami :(
Co do karności, (myślę o szybkim przychodzeniu na spacerach, odwołaniu od czegoś ciekawego itp) to też początkowo było z Amberkiem gorzej. Działał jakby na zasadzie: wy sobie tam coś ćwiczycie to mi dajcie spokój, ja mam swoje rzeczy do załatwienia. I właściwie ten etap też już mamy za sobą, z wyjątkiem "humorków" pana hrabiego ;) Jednak najlepsze przed nami - w czasie cieczki... już się boję!
W domu Betinka jest ulubienicą wszystkich: podlizuje się ciągle, przymila. Nawet Babcię podbiła - a to żadnemu psu się jeszcze nie udało! Aster za małą szaleje - pozwala jej się zaczepiać, bawią się jak szczeniaki i gonią po ogrodzie. Najbardziej niedostępny jest Amber - goni się na spacerach, bawi razem piłką ale zawsze jest chodzącym autorytetem i nie daje się traktować jak kumpel. Jednak zawsze małej broni i pilnuje.
* * * * *
07.03.2006
Beti jest bardzo odporna na ból. Sprawdzałam to już na samym początku i nadal tak jest. W testach wychodzi poza skalę! Ciekawe czy Wilczaki ogólnie są bardziej odporne na ból czy osobniczo?
Od kilku dni Psunia nie śpi już w nocy w klatce. A wszystko przez Amberka... Jakiś czas temu Amber zdecydował, że klatka (spora;) jest najlepszym miejscem na świecie i koniecznie chciał w niej spać. Nie chciałam go wypraszać i zamykać Beti, żeby nie poczuł się urażony ;), w końcu to Jego dom! :) Zostawiłam go więc w klatce a Beti zasnęła na materacu. Przespała całą noc bez psot i "prezentów". Niestety rano nie wytrzymała... Ale już drugiego, trzeciego dnia było lepiej. I tak zostało. Amber ładuje się do klatki a Beti śpi "luzem" :)))
W ramach urozmaicania karmienia uczymy się teraz ziewania i oblizywania się :)
* * * * *
05.03.2006
Całkiem przypadkiem ten weekend stał się dla nas bardzo ważny. Na zjeździe uczyliśmy się testować psy do pracy w dogo, poznawaliśmy różne testy i układaliśmy własne. Wszystkie psy obecne na zajęciach zostały przy okazji wszechstronnie "przebadane", w tym także Betinka. Określaliśmy temperament, kontaktowość, chęć aportowania, stopień wyszkolenia, dominację-uległość i wiele innych rzeczy. Betinka wypadła w testach bardzo dobrze. Okazała się sangwinikiem, kontaktowa i dość uległa, podstawowe komendy też umiała :) Oczywiście testuje zawsze obca osoba. To już trzeci nieformalny test w życiu Beti: pierwszy robiłam sama przy wyborze szczeniaka, drugi przed wpuszczeniem do Szkoły no i teraz. Na wiosnę podejdziemy do oficjalnego testu dla szczeniąt pod kątem pracy w dogo.
Nasze zajęcia na zjazdach to coraz więcej praktyki - Beti musi więc znosić coraz dziwniejsze rzeczy: ćwiczenia, zabawy, muzykę, tańce, rozgardiasz i hałas. I bardzo mnie to cieszy - im więcej takich wrażeń teraz tym lepiej na przyszłość!
Zaczęłam Beti przyzwyczajać żeby zostawała sama w obcym pomieszczeniu, korytarzu - zupełnie sama. Początkowo kilka sekund, doszłyśmy już do spokojnego czekania z pół minuty. Z obcymi osobami przeważnie zostaje bez problemu.
Co jest mi ciężko oduczyć - szperania po torbach w poszukiwaniu jedzenia. Beti jest wiecznie głodna, choćby była po posiłku to kanapkę zawsze zmieści. Czasami przyniesie mi jakąś rękawiczkę...
Tradycyjnie odwiedziłyśmy Bast, razem poszłyśmy na krótki ale intensywny spacer ;) Siostrzyczki uwielbiają się do szaleństwa, momentalnie rzucają się sobie na szyje i już nie rozdzielają do końca spaceru, chyba że na krótkie gonitwy ;) Mamy z Anią niezłe wyzwanie żeby wtedy wyegzekwować od nich przywołanie, ale najczęściej się udaje, może niedługo siostry pójdą razem na szkolenie...
* * * * *
02.03.2006
Od czasu wprowadzenia klikera bawimy się w ciągle nowe sztuczki. Beti to uwielbia, sama często zachęca do zabawy, mówiąc inaczej "wymusza" ;) Główka jej ciągle pracuje - co nowego robimy? A może chcesz zobaczyć jak ziewam, albo oblizuję się? Albo może coś ci podać czy otworzyć szafkę? Może chociaż łapę? :)))
Wakacje zimowe się skończyły i Beti wróciła do Szkoły. Nadal uczestniczy jedynie w krótkich sesjach żeby się nie zniechęcić i zawsze chodzić tam z przyjemnością. Na tym etapie ważna jest dla mnie praca Betinki z innymi ludźmi: nie tylko szkolenie i zwykła zabawa ale przebywanie beze mnie i też pobyt w Szkole. Dlatego (i też niestety z nadmiaru pracy) Beti ćwiczy teraz z Zuzią, a do Szkoły chodzi z Dominiką - koleżanką z Fundacji.
Pojawiły się sugestie żeby więcej pisać o tym co Psunia psuje ;) Nie było tego zbyt wiele ale trochę się uzbiera. Myślę że nawet więcej niż Amber ;) Ponieważ jest zimno nie zawsze chce mi się chodzić z Psunią do ogrodu więc czasem (łamiąc podstawową zasadę ;) puszczam psy same. Betinka najpierw się wybiega, pozaczepia wszystko co się rusza a potem zabiera się za nowoczesne modelowanie ogrodu. Mam więc kilka roślin mniej, parę dołków więcej i sporo śmieci na trawniku. Za długo jednak jej nie zostawiam żeby nie szukała wyjść ewakuacyjnych...
Psunia zostawiona luzem w domu chociaż na chwilę, momentalnie zapala żarówkę - co zniszczyć?! Może to być próba przesadzenia kwiata, przerobienia półbutów na klapki, w najlepszym razie pocięcia piłki na skrawki. Zdażały się też próby podkradania jedzenia. Dlatego generalnie Psunia sama luzem nie zostaje.
Jednak jeśli nikogo nie ma i siedzi się w klatce to jest małej Psuni strasznie nudno i trzeba znowu kombinować czym się zająć. Niepomna opowieści o Bolu "wciągającym" koce do klatki i przerabiającym je na tasiemki, zostawiłam właśnie dzisiaj stary "psi" płaszcz powieszony nad klatką. Betinka, moja spokojna Psunia, wciągnęła wielki zimowy płaszcz przez oczka 10 na 3 cm do klatki i... zajęła się przeróbką :( Jak jej się to udało? To wiedzą tylko Wilczaki...
* * * * *
go back