OSWAJANIE WILCZYCY
Pierwszy miesiąc w domu czyli ustalamy zasady
30.11.2005
Tak to jest jak się pisze o 1 w nocy po dniu pracy zasypiając co chwilę... same urywki myśli, żadnego sensu ;) - mówię oczywiście o opisach ostatnich dni.
Ponieważ mieszkamy w dużym mieście dość łatwo nam socjalizować psiaka z ruchem ulicznym, tłokiem, odgłosami miasta - poszłyśmy dzisiaj z Betinką do centrum miasta pokazać jej nasz piękny Poznań :) Samochody, autobusy to normalka, nie zainteresowała się nawet, chwilę przystanęła na dudnienie tramwaju ale to też było ok. Jedyne co Beti naprawdę zaintrygowało były... spadające krople wody rozbijające się na chodniku! A jedyną rzeczą której z lekka się obawiała były powiewające plakaty na słupie. Zbadałyśmy więc dokładnie i krople i plakaty i już można było spróbować wziąć je na ząb ;) Najwięcej zainteresowania Betinka okazała jednak... LUDZIOM!!! Gdyby mogła skoczyła by każdemu w objęcia, to oczywiście bardzo mi odpowiada więc zachęcałam niezdecydowanych (a chcących;) do głaskania jej. Miała też Beti mały test - wystartował na nią dość "zły" owczarek z wściekłością na pysku - maluda nie cofnęła się ani trochę i sama zaczęła warczeć, pierwszy raz słyszałam jak groźnie potrafi to robić!
Wycieczki "edukacyjne" planujemy robić jak najczęściej by mała swobodnie czuła się w różnych sytuacjach. Wilczaki w dorosłym wieku trudno oswajają się z nieznanymi sytuacjami dlatego warto dać im poznać świat już w szczenięctwie. W wieku kilkunastu tygodni pies przyjmuje wszystko naturalnie, bez obaw i rezerwy i w przyszłości nie będzie to dla niego stresem.
Miałyśmy też pierwszy malutki konflikt. Przy wieczornym jedzeniu (a to jest najlepsze bo gotowane), postawiłam Beti miskę na ziemi (nie trzymając miski) i jak zwykle głaskałam małą po brzuchu, pysku. I co? Oczywiście, Beti szybko załapała - miska jest już moja więc spadaj ode mnie - i warknęła. Mój błąd, trzeba było jak pisałam na początku trzymać michę i do sytuacji nie dopuścić. Szybko się poprawiłam - miska była w moich rękach a sunia mogła sobie jeść jeśli pozwalała się głaskać i (prawie) wyjadać z miski.
Amber i Beti stoczyli piękną "walkę" :) Bawili się jak dwa dorosłe Wilczaki, czyli w "zagryzanie". Szaleli chyba z pół godziny, wspaniały widok!!! Niesamowita energia ale i delikatność, żeby tylko się nie skrzywdzić. Amberek uczył też małą przeciągania się sznurem; ja rzucałam, Amber zanosił Beti, poszarpali się i Amber mi oddawał - taki aport z opóźnieniem :) Pierwszy raz Amberek naprawdę miał wielką frajdę z tego że Beti jest u nas :) A ona była wniebowzięta że "szefo" dopuścił ją do takiej poufałości (Amber leżał na plecach na mała siedziała na nim! - mam to na zdjęciach, niedługo wrzucę).
**************************************************************************************************
29.11.2005
Mamy już początki ładnego przywołania! Tym razem na spacer wzięłam... kurczaka. Och jak Beti chętnie przybiegała po kawałki! Nawet z największej zabawy z Amberkiem odrywała się i pędziła :) A zabawy wyglądają tak: Beti skacze Amberkowi na głowę, wiesza mu się na szyji, a Amber udaje że ją gryzie. Jak mu w końcu mała dokuczy - warczy groźnie i rzuca ją na glebę, wtedy przez chwilę Beti jest malutka, cichutka, niby to się strasznie boi, a za moment znowu wisi Amberowi na szyji :)
**************************************************************************************************
28.11.2005
Dziś był długi męczący dzień - calutki w pracy :( ale za to razem w pracy! Beti już oswoiła się z innym miejscem i bez większego problemu zastała sama parę godzin (z przerwami). Już nawet nie pilnowała mnie pod drzwiami, spokojnie poszła spać na kocyk. Betinka oczywiście nie jest tam luzem, jest na długiej lince, poza zasięgiem kabli, gniazdek itp. Wszędzie gdzie jesteśmy obowiązuje ta sama zasada - nie dać jej sposobności niszczenia. Wynikają z tego potem dziwne rzeczy - zastanawiam się (dotychczas tylko o Amberku) czy to moje psy takie "wadliwe" Wilczaki czy może jakieś podmienione? Wszyscy skarżą się na straty, na zniszczenia - a u mnie prawie NIC!!! Może jak Beti będzie trochę starsza to się rozkręci, na razie podobnie jak Amber: gdy jest sama nie ma szansy nic zepsuć, gdy jest ze mną nie ma ochoty lub szybko rezygnuje - wystarczy jedno wyraźne "fuj". Wiadomo że muszę zawsze przewidzieć wszystko co może mała wymyślić, być ciągle czujna i reagować szybko. Np niedawny problem wchodzenia na piętro - na razie problem zniknął, Beti skarcona na gorącym uczynku przestała wogóle interesować się schodami :)
Robimy pierwszą próbę zakładania kagańca, Betinka nie jest zachwycona ale bez wariactwa, spokojnie obmyśla jak to zdjąć ;)
**************************************************************************************************
27.11.2005
Zamiast odsypiać pół dnia podróż poszliśmy na wspaniały spacer - po śniegu!!! Pierwszy raz napadało odrobinę a już ile radości dla psów! Wydaje mi się że im zimniej na zewnątrz tym bardziej się Beti podoba. Zawarliśmy nowe pieskowe znajomości - Beti wyraźnie woli te mniejsze psy, z dużymi "nie wie co zrobić" ;) Bardzo chętnie wita się z ludźmi a już przepada za dziećmi. Może czuje że też są takie małe i nieporadne jak ona? Właśmie w kontaktach z psami pierwszy raz "wyszła" z Betinki złośnica. Nie cierpi szczypania w tyłek, szarpania itp. To jedyna sytuacja w której się wścieka i złości, ale co się dziwić - kto tak traktuje małą damę? Staram się wtedy przerywać im zabawę żeby się nie nakręcała.
Cały czas ćwiczymy przywoływanie, zdecydowanie lepiej wychodzi to pod koniec spaceru, na początku mała ma tyle energii że szkoda jej czasu zatrzymać się na chwilę. Wprowadzam przywołanie "do mnie" z siadem na wprost i "noga" w marszu do lewej nogi. Beti szybko łapie o co chodzi i gdzie można zarobić smakołyk.
W domu ulubione miejsce jest pod kanapą! Beti ma tam masę "swoich" rzeczy, jakieś deseczki, kawałki wikliny, szmatki... Cały pokój jest posprzątany :)))
**************************************************************************************************
25-26.11.2005
Trochę to trwało ale w końcu jesteśmy ;) Dwa dni w ciągłym biegu, właściwie to spędzone w samochodzie. Na granicy Beti oczarowała celników ale na widok Amberka wycofali się z zamiaru głaskania, pochwalili tylko dobrą obstawę ;) Odwiedziłyśmy Hanover, Betinka zrobiła ponad 1000 km i była przekochana. Beti to idealny pies do auta, momentalnie zasypia; budzi się i załatwia na postojach. Po długiej podróży - wyspana, chętnie wprosiła się na imprezkę :) Na chwilę była królową parkietu, wykazała wyraźny pociąg do alkoholu (nieletnia!) i spokojnie ułożyła się pod nogami gości.
Nie wszędzie da się pójść z małą sunią więc "trenowaliśmy" zostawanie w domu. Poszło bez problemu, bo do towarzystwa został też Amber. Cały ten wyjazd przeszedł Betince zupełnie bezstresowo...
**************************************************************************************************
24.11.2005
No to się zaczęło! Beti miała dzisiaj "świński dzień". Zaczęła od tego że ciągle biegała na piętro i to w niecnych celach - jak mogła to robiła tam kupę... Nie wiem co tak jej odpowiada w pokojach na górze że tam chce robić! I to w jednym pokoju - może dlatego że tam zwykle siedzą koty?
Jeszcze to jakoś przeżyłam. Poszliśmy na długi spacer. Było cudnie, lekki mróz i słońce w liściach. Ale wredne suczysko postanowiło mnie olać. Wogóle nie zauważała mnie na spacerze, biegała za Amberkiem i skakała mu na głowę (to jej ulubiona zabawa). Oczywiście mój błąd bo niepotrzebnie niedługo przed wyjściem dostała trochę jeść i już "motywacja" nie działała. Zero reakcji na wołanie, tylko skakanie i zabawa, pańcia spadaj... Noo to się zagotowałam. Długi spacer skończył się szybko, odprowadziłam Amberka i poszłyśmy same. Na początek szybki marsz, potem już luzem i trochę mi emocje opadły. Mała ładnie się trzymała, przychodziła, napotkanych ludzi witała wylewnie :) Smaczki znowu nabrały wartości, kontakt wzrokowy powrócił ;)
Ale pomysły nowe już się w główce rodziły ;) Po pracy dowiedziałam się że Beti wpakowała się na kanapę i wymyśliła zabawę - dzika gonitwa po całej kanapie w tą i z powrotem! To już rodzinie puściły nerwy. Beti zarobiła klapsa laczkiem.
Czuję jakby mała dzisiaj była daleko ode mnie, taki dziwny dzień...
Ciekawe co jest nie tak przy karceniu? Nie dostaje ode mnie klapsów tylko potrząsam ją za kark, nie straszę jej ani nie drażnię. A jednak skarcona przez Amberka wyje czasem ze strachu a już za chwilę znowu go zaczepia, a gdy ja ją skarcę wydaje mi się że mnie unika...
Beti umie już kłaść się na sam gest ręki, bez smakołyka! Zaczęłyśmy więc coś nowego - niepodejmowanie jedzenia bez pozwolenia. Mimo "strasznego" głodu ;) bez problemu chwilę poczekała zanim pozwoliłam jej zjeść :)
Betinka ma już swój paszport i jutro wyruszamy w pierwszą podróż zagraniczną małej. Odezwiemy się po powrocie...
**************************************************************************************************
23.11.2005
Wydaje mi się że mała nic nie rośnie i wygląda tak samo, ale jakoś dziwnym trafem obroża zrobiła się nagle za ciasna, a po schodach idzie nam się razem ciężej...;) Je za dziesięciu! Czy Amber też tyle jadł? ;) Rano i do obiadu chętnie wciąga suche, po południu już nie bardzo - robi sobie miejsce na kurczaka z ryżem. :)
To co mnie najbardziej cieszy to przespane noce :))) Właściwie oprócz jednej, Beti śpi zawsze do rana, kiedyś do 6, teraz do 7 rano! Jest to dla mnie absolutnie fantastyczne!!!
Po spacerze mała została sama w domu i grzecznie przespała ponad 2 godziny!
Beti jest straszną sikawką :( Już czasami myślę że zawsze będzie robić w domu :(
**************************************************************************************************
22.11.2005
Nie lubię męczyć siebie ani psa ale bardziej nie lubię poddawać się i ustępować psim żądaniom. Dzisiaj więc znowu idziemy razem do pracy. I jest znaczna poprawa! Wypracowałyśmy nawet pewien układ. Beti jest cicho jeśli zostawię otwarte drzwi do pomieszczenia w którym jestem, przy czym mała mnie nie widzi, najwyżej czasami słyszy. To już coś!
Coraz lepiej wychodzi Betince warowanie :) Bardzo dużo ćwiczymy przychodzenia na zawołanie i w domu i na spacerach. Jeśli wydajemy psu jakąś komendę, musimy pilnować by zawsze wyegzekwować to co chcemy, inaczej pies szybko zacznie ignorować nasze polecenia. I do tego służy mi linka, długa smycz. Jeśli Beti "nie słyszy" że ją wołam, nakierowuję ją na siebie lekkim pociągnięciem linki, zwracam tym jej uwagę na siebie i nie daję możliwości ucieczki. Beti oczywiście jest luzem, jednak długą linkę łatwo jest złapać. Oczywiście bardzo miło psinę zachęcam. Zawsze nagradzam przyjście! Zaczęłam wprowadzać elementy chodzenia przy nodze. Na razie ogranicza się to do pokazania Beti, że warto pojawić się po mojej lewej stronie na spacerze, bo można dostać smakołyk. Gdy mała pojawia się w tym rejonie rzucam "noga" i gdy zrówna się ze mną pakuję jej smaczek do pyszczka. Zdecydowanie lepiej nam to wychodzi pod koniec spaceru :) Czyżby Betinka zgłodniała? ;)
**************************************************************************************************
21.11.2005
Ośmielona sukcesami z weekendu postanowiłam ponownie spróbować zabrać Beti do pracy. Ma tam możliwość kontaktu z wieloma ludźmi ale i uczy się zostawania sama, bo ja pracuję w innym pokoju niż siedzi mała. A w domu całkiem mi ją rozpuszczą ;)
Zrobiłam też zapas śmierdzących psich przysmaków. Początek był niezły, mała rzuciła się na przysmak i z godzinę go obrabiała. Potem się zaczęło :((( Wystarczyło wyjść na moment - zaczynał się koncert: piszczenie, zawodzenie - tylko wycia jeszcze nie było. Jak wracałam robiło się cicho. Umęczyłyśmy się tego dnia obie, Beti biedaczka ani trochę nie spała z żalu, ja z nerwów nie mogłam się pozbierać. Ale nie było rady, dotrwałyśmy do końca dnia pracy.
**************************************************************************************************
20.11.2005
Kolejny dzień kursu, dzisiaj "tylko" 6,5 godziny ;) Zajęcia zaczynają się wcześnie więc rano nawet psy długo nie pobiegały. Jednak Beti poznaje salę, wita się ze wszystkimi, sprawdza czy już po śniadaniu i... układa się do spania :) Każda przerwa to szalone zabawy z młodym Husky, nawet nie ma kiedy "sępić" ;) Zabieram ją od czasu do czasu z sali na siusiu i na małe ćwiczenia. Na korytarzu ćwiczymy siadanie, warowanie i... przywołanie. "Siad" Beti robi już na sam gest ręki. Mieszkamy razem niecałe 2 tygodnie ale mała jest już mocno przywiązana. Wszyscy chwalą jej spokój i cierpliwość. Chcę by była maksymalnie otwarta na innych ludzi więc zachęcam ich i ją do częstych kontaktów. Proszę tylko by jej nadmiernie nie pobudzali, żeby nie nakręcała się na gryzienie po rękach. W kontakcie ze mną zwykle jest delikatna i widzę że umie kontrolować zaciskanie.
Beti zrobiła się już niezłym ciężarkiem - zajęcia mamy na drugim piętrze i Beti jest "wnoszona i wznoszona" za każdym razem. Pomimo, że weterynarz wstępnie ocenił, że nie ma zagrożenia dysplazją, jednak żaden Wilczak nie powinien w tak młodym wieku chodzić po schodach, profilaktycznie, by unikać przeciążenia stawów.
W drodze powrotnej psów nie ma - spanie totalne ;)
**************************************************************************************************
19.11.2005
Najdłuższy dzień w życiu małej suni. Tyle atrakcji że można by nimi zapełnić tydzień! Od wczesnego rana Betinka szalała z Amonkiem, a raczej Amon szalał za nią :) Beti to wdzięczny obiekt do zaczepiania, bo jak wszystkie małe panienki "tak fajnie się denerwuje" ;)
Przed nami był cały dzień wykładów i zajęć na kursie z dogoterapii. Obawiałam się jak mała wytrzyma prawie 10 godzin zajęć ale poszło gładko. Po porannej zabawie pierwszy cykl (4,5 h) Beti przespała. Nie robiła ZADNYCH grymasów, zwinęła się w kłębek pod krzesłem i cichutko spała. Po tym cyklu dostaliśmy godzinę wolnego. Zaprosiliśmy na spacer Karolinkę, już drugiego mojego Wilczaka wspiera duchowo od małego! Dziewczyny szybko się zaprzyjaźniły i poszłyśmy (plus Amber) na spacer do miasta. Ruch uliczny, ludzie, psy - nic Beti nie ruszało, dziarsko dreptała za nami. Zeszłyśmy kawałek Bydgoszczy i znowu czas na zajęcia. Tym razem ponad 5 godzin. Ale jakie 5 godzin! Na sali kilkadziesiąt osób, kilka psów, tłok, zamieszanie (w przerwach) - i na to wszystko moja prawie 9 tygodniowa sunia! Beti przyjęła to wszystko naturalnie, widocznie właśnie tak spędza się weekendy ;) Zjadła chrupki i poszła spać pod ławkę. Na przerwach przemaszerowała przez masę rąk, wyżebrała sporo kanapek (Amber nie był gorszy o zgrozo!), poszalała z psami i wracała wyspać się w trakcie zajęć :))) Spała nawet w hałasie w sali gimnastycznej! Wieczorem miała już trochę dość ale ani razu nie narzekała.
A czekały jeszcze następne niespodzianki! Wieczorem - u Rodziny - Beti poznała dwoje maluszków Agę i Grzesia. Na razie dzieciaki nie mogły siadać na Beti (tak jak siadają na Amberku) ale małą można pogonić, porzucać jej zabawkę, poprowadzić na smyczy i w końcu - nakarmić :) Po tych wszystkich zabawach Beti wypiła wiadro wody i odmówiła dalszej współpracy ;) Powędrowała do klatki i dzień się zakończył...
Klatkę zabieram zawsze razem z małym psem, jest ona dla Beti schronieniem, miejscem bezpiecznym i znajomym, widać jak wycisza się w klatce nawet w całkiem nowym miejscu. A przy okazji nie muszę się obawiać, że w nocy pies zniszczy coś w czyimś domu.
Teraz wiem i cieszę się bardzo, że Beti może jeździć z nami do Bydgoszczy na kurs i spokojnie uczestniczyć (biernie;) w zajęciach. Jest to dla niej fantastyczna socjalizacja z ludźmi, psami, budynkiem szkoły - ale i możliwość wyciszenia się w trakcie zajęć i może nawet... osłucha się trochę... ;))) Będziemy tu zaglądać co dwa tygodnie.
**************************************************************************************************
18.11.2005
W ten weekend wyjeżdżamy - zanosi się na niezłą zabawę!
Beti zaczęła dzień od pójścia ze mną do pracy, bez nerwów - Amber zastępował nianię. Okazało się nawet, że w pracy można dokazywać, zaczepiać, szczekać... Amber i Beti tak ładnie już się bawią! Oczywiście jest to zabawa z zachowaniem właściwych pozycji - mała podskakuje jak pchła a Amber pozwala łaskawie na tą adorację i czasami się dołączy ;)
Przed nami trasa nie tak długa (150 km) ale w składzie jakiego moje autko jeszcze nie widziało ;) - 4 baby i 2 wilki :))) - taką silną ekipą wybrałyśmy się do Bydgoszczy na wykłady. Betinka zmęczona porannymi harcami od razu zasnęła - i spała całą drogę.
Beti rewelacyjnie znosi jazdę autem! Wydaje mi się, że im wcześniej się zacznie oraz im więcej szczeniak jeździ, tym mniejsza szansa na problemy.
W Bydgoszczy czekał na nas "mały" Amonek (6 mies), mały już tylko w teorii bo wzrostem i wagą dogania Ambera! Tylko 4 miesiące starszy a przy Beti jest kolosem! Psychicznie to jednak ciągle szczeniak. Amon próbował się zakumplować z Beti ale zamiast traktować ją jak małą damę podszczypywał ją w... ;) Beti pokazała prawdziwie suczy charakterek, nie będzie jej jakiś szczeniak podskakiwał pomimo że większy! Odgryzała mu się jak prawdziwe suczysko, a jak przestawał... to sama do niego maszerowała... Widać było wyraźnie że czuje młody wiek Amonka, Amberowi sunia zawsze okazuje uległość i szacunek (na razie;) i nie odważy się odwarknąć!
**************************************************************************************************
17.11.2005
Minęły pierwsze dni po szczepieniu, Beti nabiera odporności, zaczynam więc uatrakcyjniać jej życie ;)
Wilczaki wymagają maksymalnej socjalizacji w bardzo młodym wieku, czyli jak największej ilości wrażeń, przeżyć, doświadczeń np ruch uliczny, duże grupy ludzi, ruchome schody, wózki dziecięce itp. Udało mi się z Amberkiem wypracować to, że swobodnie czuje się w wielu sytuacjach, jednak ma też pewne ograniczenia, z Beti zamierzam pójść dalej.
W ramach "pierwszej lekcji" ;) pojechałyśmy do centrum - przy okazji sunia uczy się, że ludzie są fajni, bo każdy zachwyca się pieskiem i głaszcze. Później odwiedziłyśmy warsztat samochodowy - tu to dopiero było ciekawie! Różne szmatki pachnące "inaczej", głośna śrubowkrętarka i masę innych rzeczy. Beti zniosła to dzielnie :)
**************************************************************************************************
16.11.2005
Skoro wczoraj dobrze poszło z zostawaniem w domu, dzisiaj próbujemy dalej - Beti zostaje sama na godzinę. Po powrocie cisza, spokój - jest nieźle! A jeszcze kilka dni temu nie mogła stracić mnie z oczu!
Bawimy się w aportowanie zabawek. Oczywiście małej nie zależy by je oddawać ale od czego jest parówka? ;) Rzucam zabawkę i nakłaniam Beti by z nią wróciła - to nasza podbudowa pod przyszły aport.
Cwiczymy nowy sposób przywołania, tzw. przywołanie "na Amberka" ;) Nie pokazuję Beti smakołyków, tylko wołam ją i Amberka. Beti leci za nim, siada i dostaje parówę!
**************************************************************************************************
15.11.2005
Parówka na spacerze działa cuda! Mały plasterek wystarczy by pies wyleczył się z głuchoty wybiórczej i pięknie przychodził na zawołanie :) Cwiczymy więc z Beti przywołanie i idzie nam dobrze. Przy okazji Amber też skorzysta (nie z przywołania tylko z parówki ;)
Przy jedzeniu wprowadzam małemu łakomczuchowi "waruj". Trochę trudniej to zrozumieć ale nie ma problemu z kładzeniem się.
Prawie codziennie jeździmy autem. Beti nic się nie buntuje! Chce tylko wcisnąć się jak najbliżej do przodu i spać. Zadnej choroby lokomocyjnej, żadnych awantur!
Dzisiaj mała została sama w aucie na kilka minut (po spacerze, wybiegana i zmęczona). Grzecznie wytrzymała - po prostu poszła spać! Dziś też pierwszy raz Beti została sama w domu na chwilę (w klatce). Zniosła to bez problemu :)))
**************************************************************************************************
14.11.2005
Beti poczuła się już całkiem zadomowiona u nas. Zrobiła sobie kilka razy wycieczki sama na piętro ( a psom nie wolno bez pozwolenia). Na schodach pojawiła się więc przegroda. Czas przypomnieć sobie wszystkie zabezpieczenia :)
Jeśli szczeniak zostaje luzem w domu musimy usunąć wszystko, czym może zrobić sobie krzywdę, jednak tak naprawdę zaczyna rozrabiać gdy jest sam i tu najlepszym wyjściem jest wspomniana już klatka. Klatka jako element wychowawczy, jeśli szczeniak nie nauczy się niszczenia nie będzie tego robił jako dorosły-
. Amber może zostawać sam w domu czy w aucie wiele godzin - od czasu jak skończył rok już bez klatki oczywiście!!! - i pewnie wtedy śpi :)
Coraz lepiej wychodzi Beti "siad", na razie jeszcze mało świadome ale odruch się wyrabia na widok gestu czy smakołyków.
Dzielnie zniosła straszne szczepienie! ;) Beti nie jest marudą, nie rozczula się nad sobą. Po zastrzyku chwilę zapiszczała i po krzyku :) Rzuciła się dalej obgryzać sznurówki pana doktora. Chciała zjeść słuchawki i była bardzo miła dla tego okropnego pana, którego nie lubi Amber...
**************************************************************************************************
12-13.11.2005
Dwa dni spacerów i dwa różne doświadczenia.
W sobotę długi jesienny spacer z Amberkiem. Beti jest szalenie odważna, biega, wszędzie wciska nosek. Zwykle wisi Amberkowi na ogonie lub na lince (pewnie myśli że go wyprowadza ;)
Zupełnie nie ma problemu z chodzeniem na smyczy, Beti dorównuje nam kroku. Bez smyczy pędzi do Amberka. Czasem idzie za mną gdy jestem na przodzie. Na spacerze było wspaniale - Amber nauczył ją kopać dziury, gryźć patyki...
W niedzielę zabrałam Beti samą na spacer. Nie była już aż taka odważna. W pierwszym momencie kontaktu płoszyła się, a po chwili już pędziła ludziom w objęcia. Potem ciężko było się jej pozbyć ;) Beti jest bardziej ostrożna w kontaktach niż był mały Amber. Z psami jeszcze unikamy kontaktów (brak szczepień) ale gdy widzi je z daleka zamiera jak posąg.
Beti dobrze czuje się z dziećmi - poznałyśmy ich trochę na spacerze, niektóre całkiem malutkie. Pierwszy jej odruch to - wylizać :) Jednak gdy są zbyt nachalne można im zjeść rękawiczki ;)
Z tych spacerów mam dwie nauki: więcej chodzić osobno z Beti i napchać kieszenie (znowu!) smakołykami.
**************************************************************************************************
11.11.2005
Z okazji święta narodowego spędzamy cały dzień razem :) Betinka jest rozkosznym aniołkiem, nie wiem czy wszystkie suczki są takie jako szczeniaki, czy to ona jest taka milutka. Nie jest taka przebojowa jak był Amber (czy Amon), ale po pierwszym momencie wahania też "rzuca się gościom w ramiona" ;)
Na spacerach ładnie idzie na smyczy, z małymi przestojami gdy coś ją zaciekawi. Amber jest oczywiście absolutnym guru i muszę mocno się napracować by odwrócić od niego uwagę Beti. Jednak ograniczanie jej swobody już daje efekty - znacznie lepiej reaguje na wołanie.
Betina jest postrachem naszych kotów. Ciągle je oszczekuje! Gonić jej za kotami nie wolno. Wilczaki mają bardzo silnie rozwinięty instynkt polowania, więc NIGDY go nie rozwijam przez pozwalanie na gonienie. Podobnie było (i jest) z Amberkiem. Nigdy nie pozwalałam mu niczego gonić: ani ptaków, ani kotów, ani tym bardziej zwierząt w lesie. Teraz wiem że mogę go odwołać nawet gdy za czymś wystartuje. Nie chodzi oczywiście o "zabijanie" instynktu, na to nie mamy szans, ale o możliwość jego (względnej) kontroli.
Beti doskonale reaguje na "psie" sygnały: warczenie, pokazywanie zębów. Stosujemy je (ja i Amber ;) we wspomnianych już sytuacjach: przy jedzeniu i na legowisku (łóżku). Ładnie też mała reaguje na piszczenie gdy chwyci za mocno ząbkami. Gdy chce gryźć staram się ją uspokoić i zawsze podsuwam zabawkę by nie gryzła rąk.
**************************************************************************************************
10.11.2005
Beti spędziła dziś dzień prawie beze mnie. W domu jest już bardzo dzielna i wesoła i bardzo dużo śpi, szczególnie gdy ktoś chce leżeć razem z nią ;)
Pojawił się pierwszy problem, a właściwie jego sygnał - Beti nie chce wracać z ogrodu do domu i ucieka gdy się zbliżam. Niestety kojarzy moje zbliżanie się z zabraniem do domu :( Nie mogę pozwolić by od małego nauczyła się uciekać, czy nieprzychodzić. Na krótkie wypady zabieram ją więc na smyczy, a z długich zwabiam smakołykami.
Beti uwielbia jeść :) Nie grymasi ani na karmę ani na zwykłe jedzenie.
**************************************************************************************************
09.11.2005
Pierwsza prawdziwa noc ze szczeniakiem - pobudki co 2-3 godziny. Za każdym razem Beti zasypia znowu, w sumie śpimy do 9 :))) Robimy pierwszy spacer, jeszcze bez kontaktów z psami, ale już w lesie, w jesiennych liściach! Od wczoraj Beti przyzwyczaja się do obroży - wielkiego buntu nie ma tylko drapnie się po szyji ;) Na spacerze mała biega za tym kto jest z przodu, ja albo Amber. Dzisiaj mało chodzenia, Beti jeszcze strasznie jest malutka i nie można jej przemęczać.
Amber wyraźnie przekonuje się do małej. Pobawili się na ogrodzie, stoczyli walkę na miny i spojrzenia - o szyszkę, nawet pogonili się trochę! Od czasu jak Amber ją akceptuje, Beti wciąż chce za nim chodzić. Ograniczam im nieco kontakty - jest czas na zabawę, poza tym czasem mała ma chodzić za mną. Od pierwszych dni budujemy podstawy naszego dobrego porozumienia, jedną z nich jest chęć współpracy, coś co musimy u Wilczaków wypracować i pogłębiać.
Dzisiaj Beti spędza cały dzień w domu i wyraźnie dobrze się tu czuje. Bez problemu mogę na chwilkę wyjść a mała jest spokojna i tylko czeka przy drzwiach.
Przy karmieniu (z ręki) zaczynam wprowadzać "siad". Pokazuję Beti smakołyk, robię gest ręką i smakołykiem nad jej głową naprowadzam ją do siadu. Zadnego naciskania czy przytrzymywania! Siad to taka naturalna pozycja przy jedzeniu :)
**************************************************************************************************
08.11.2005
Znowu cała noc przespana! Beti wraźnie mnie rozpieszcza - tak się szczeniaki nie zachowują ;)
Idziemy znowu do pracy, tym razem to już całkiem co innego, Beti zasypia i mogę nawet trochę popracować :))) Lubi jednak słyszeć mnie cały czas. Cierpliwości starcza jej na 3 godziny, wyspana nie chce siedzieć sama. Wędzone ucho załatwia sprawę na jakiś czas.
Posiłki Beti dostaje często i w miarę możliwości regularnie. Aby nie było problemów z obroną jedzenia od pierwszego dnia Beti dostaje jeść bezpośrednio z mojej ręki albo chociaż trzymam miskę. Nabiera wtedy większego zaufania, uczy się cierpliwości i nie gryzienia rąk. Wymieniamy też wędzone ucho na inny smakołyk lub zabawkę.
Tym razem popołudnie mamy całe dla siebie, bawimy się do upadłego ;) Zabawa wzmacnia nasz przyjacielski układ, buduje zaufanie i zrozumienie.
Na każdym kroku staram się Beti wyciszać: nie bawimy się w szarpanie, nie pobudzam jej w zabawie. Nie próbuję nic jej odbierać żeby nie uciekała z zabawkami. Gdy pobudza się zbytnio staram się ją uspokoić głaskaniem albo rezygnuję z zabawy. Najlepsza zabawa to podkradanie papci - sama ją tego nauczyłam ;)
Na ogrodzie Amber odważył się zejść do nas i powąchać Beti :) Na tym na razie koniec kontaktów ;)
**************************************************************************************************
07.11.2005
Wbrew obawom Beti przespała całą noc i rano grzecznie zapiszczała by ją wypuścić :)
Od początku ustaliłyśmy sobie pewne zasady: nie podchodź do mnie gdy jem i łóżko jest moje. Wynikają one z prostej obserwacji starszego psa, Amber nie pozwala małej zbliżać się ani gdy śpi, ani gdy je. Oczywiście wiele osób lubi mieć psa w łóżku, ja jednak do przytulania w nocy mam kota, a u psów wolę podpatrywać ich zachowania i ułatwiać sobie życie. Co innego wspólne spanie na podłodze czy ogrodzie.
Poznaję Beti z resztą psów - te jednak nie są zachwycone i uciekają od niej ;) Także koty trzymają się z daleka. Nie nakłaniam ich - z czasem same się przyzwyczają.
Idziemy do pracy - znowu nowe miejsce i nowe zapachy - Beti nie podoba się u nas w pracy, jednak na kolanach szybko się uspokaja. Uwielbia przytulanie, bardzo potrzebuje kontaktu, bliskości. W dużym lustrze Beti widzi swoje odbicie i żałośnie przywołuje tego "drugiego" szczeniaka :( Nie znosi ani chwili rozłąki, wystarczy że straci mnie z oczu a już wpada w rozpacz absolutną ;) Stopniowo będę ją przyzwyczajać...
Po powrocie poznajemy ogród - to jest to co szczeniaki uwielbiają!
Nigdy nie zostawiam szczeniaka na ogrodzie bez kontroli, przez pierwszy rok zawsze mam go na oku. Mały pies niszczy, kopie z nadmiaru energii, duży pies już z nawyku - jeśli nauczył się w młodości. Nigdy na to nie pozwalam i dorosłe psy już mogą same zostawać godzinami. Druga sprawa - dla Wilczaka prawie nie ma barier nie do pokonania - jest tylko jedna najważniejsza - bariera psychologiczna i ją możemy z powodzeniem stosować do tych wyjątkowo inteligentnych psów. Jeśli nie chcemy by nasz Wilczak jako dorosły uciekał z ogrodu - nie pozwólmy mu nigdy tego spróbować! Ta sama zasada dotyczy np wchodzenia na piętro w domku.
Po południu wychodzę i zostawiam Beti pod opieką rodziny, dając jej szansę ucieszenia się na mój powrót ;) I radość jest ogromna!
**************************************************************************************************
06.11.2005
Pierwsze dni w nowym domu to ciężki czas dla małego psa. Wyrwany z domu, od rodzeństwa traci poczucie bezpieczeństwa i cały świat mu się wali. Szczeniak może różnie okazywać swoje zagubienie: apatią, nerwowością, wyciem, piszczeniem a nawet biegunką.
Beti zmęczona wrażeniami całego dnia większość pierwszego popołudnia przespała :) Tego dnia pierwszy raz wyjechała w daleką trasę, odwiedziła wystawę psów, poznała sporo wilczakowych sympatyków a na koniec zwiedzała nowy domek z "wujkiem" Alkorem. Wieczorem chodziła i trochę "narzekała" jak to źle biednej małej samotnej suczce na świecie. Zajęła się zabawą, jednak wyraźnie chciała bawić się sama.
Najważniejsze jest by przywrócić szczeniakowi poczucie bezpieczeństwa. Pokazujemy psu jego legowisko, podajemy lekko podgrzane jedzenie, bawimy się i przytulamy, pozwalamy jednak by szczeniak sam zdecydował ile kontaktu potrzebuje.
Noce ze szczeniakiem są zwykle długie i aktywne ;) Czasem kilka razy musimy wstawać, jeśli nas obudzi, albo rano mamy "niespodzianki". Jeśli planujecie by Wasz Wilczak mieszkał w domu warto od małego przyzwyczaić go do klatki. Oszczędzicie i sobie i jemu wiele nerwów. Dom nie będzie wymagał remontu a pies będzie bezpieczny. Wilczak potrafi bardzo dużo wykombinować jak zostaje bez nadzoru. Ja sama wiem o tym tylko z opowiadań bo moje psy nie niszczą mi mieszkania, nie brudzą w nocy, potrafią zostawać same w domu i w samochodzie.
Recepta jest bardzo prosta - zero swobody bez nadzoru. Gdy śpię, gdy wychodzę, pies śpi w klatce. W większości rozwiązuje to problem nocnego załatwiania się - szczeniak nie lubi załatwiać się do klatki i obudzi nas gdy tego potrzebuje. A więc już duży plus. Po drugie - nie zrobi sobie krzwdy ściągając coś czy przegryzając. Po trzecie - nie demoluje nam domu, a Wilczak potrafi!!! Poza tym pies czuje się bezpiecznie w swojej "norce" i po powrocie do domu zastajemy wypoczętego psa gotowego do spaceru :) W efekcie pies staje się spokojniejszy i dobrze wychowany. Naukę trzeba jednak zacząć od początku, najlepiej od pierwszej nocy.
Te ograniczenia nie dotyczą oczywiście całego życia psa, myślę jedynie o początkowym okresie gdy pies uczy się pewnych nawyków, zwykle trwa to do roku.
Betinka poznała klatkę pierwszego dnia. Była zdziwiona i trochę się buntowała ale wystarczyło położyć się obok klatki i wsunąć rękę do środka a sunia zaraz zasnęła. W nocy klatka stała przy samym łóżku. Następnego dnia Beti sama już pakowała się do środka :)