JANTAROWA WATAHA - hodowla- oswajanie wilczycy
OSWAJANIE WILCZYCY
Pół roku minęło i Beti rusza w świat
* * * * *
26.04.2006
Moja sunia kocha pływać!!! Jak szczupak wskakuje i wyskakuje z wody! To dla mnie odmiana po Amberku, który ledwo moczy nogi.
Betinka pływa po kije, a na brzegu zabiera je Amber :) Beti płynie po kaczki ale jakoś nie daje rady przynieść ;) A te gonitwy za ogonem w wodzie!
Pływa i widać że to uwielbia, jestem szczęśliwa...
Na spacerze już bardzo zielono i ciepło, psiaki zadowolone że wychodzimy na dłużej. Dzisiaj poleciały gdzieś za górki i wróciły z łupem...
dmuchaną piłką! Mam nadzieję że nikomu jej nie odebrały ;)
* * * * *
25.04.2006
Wreszcie poprawiłyśmy trochę prędkość przywołania! Beti mnie zadziwiła - sama z siebie przyspieszyła, a może to ta kiełbasa... ;)
Psunia zaczyna się czuć na placu coraz swobodniej, zrobiła sobie rajd kilka razy dookoła na przerwie (hmm niby nie wolno puszczać
ale co tam taka jedna mała suczka...), jedyne co to - nie wytrzymuje całych zajęć. Z godzinę ładnie pracuje, potem już nie ma siły.
* * * * *
23.04.2006
Noc spędzona z Bastą zaowocowała padnięciem Betinki na niedzielnych wykładach. Ale w końcu to nie ona ma słuchać...;)
Na przerwach trochę powariowała z psimi kolegami. Prawdziwa praca zaczęła się na szkoleniu. Kiepsko odrabialiśmy zadania
domowe więc Beti miała duże trudności ze skupieniem uwagi. Coraz ładniej ćwiczy Basta - koncentruje się przepięknie na Ani.
* * * * *
22.04.2006
Pierwsza polska wystawa Betinki! Od rana pakujemy Punto po sufit (3 osoby i 4 psy) i jedziemy do Grudziądza.
Na miejscu same miłe spotkania. Poznajemy przemiłą rodzinkę z Koszalina, rodzinkę Beja - brata Beti. Beti i Bej od razu
poczuli te same fluidy ;) - jest rodzeństwo to będzie zabawa! I zaczęli szaleć przy ringu. Jakby znali się od dawna :)
Była spora ekipa z Polskiego Dworu - Beti mogła przypomnieć sobie mamę, tatę i Belisia. Jednak wybrała buziaki od Ewy :)
Radochę miał też Amber - przyjechało stadko z Peronówki - Amber oszalał gdy zobaczył siostrę Ali, nie podarował też podskoków w ramiona Margo.
Chłopaki z Peronówki to już całkiem inna bajka. Młody Camio początkowo zgrywał ważniaka, naburczał na Ambera, jednak Amber na wystawach ma zlewkę
na humory innych. Młody przypomniał sobie towarzyszkę zabaw - Betinę i zaczął już na luzie ją zaczepiać. Tak się rozkręcił, że w pewnym momencie
(jak po naciśnięciu guzika;) włączył mu się program - jestem znowu szczeniaczkiem i zaczął dokazywać z Amberem :))) Znacie to -
dziki taniec radości, małe podgryzanie i turlanie się :)
Przyjechała też na wystawę rodzina Carmen z Gdańska - nic już więcej Amber do szczęścia nie potrzebował! Carmen wydoroślała, przepiękna z niej wilczyca!
Beti w tym czasie ciągnęła do swoich. Z Bastą są nierozłączne, Bej to najlepszy kompan, mamuśka daje trochę w skórę a Beliś
dzielnie jej pomaga. Tata zainteresował się z daleka - jak zobaczył że to jego - odpuścił ;)
Zaczęła się ocena. Bej wkroczył na ring jak stary wyga, pięknie biegał i zyskał uznanie u sędziny - wybitnie obiecujący :)
Beti i Belit - obie równie grzeczne, obie wybitnie obiecujące, jednak Beti miała "swój dzień" - przypadł jej tytuł Najlepsze Szczenię.
Cała trójka pięknie się prezentowała, a Basta z zazdrością spoglądała z boku - już niedługo i ona pobiegnie!
Po Wilczakach popędziłam z Arą do ringu Labradorów, a Polski Dwór gdzieś nam zniknął z oczu. Niedługo potem poszliśmy puścić psiaki
na mini bieganie. Mateczka Jolly podskakiwała jak nastolatka i zaczepiała synka. Poznaliśmy też najmłodsze wilczątko - Eligo,
piękny mały wilczek z prawie cytrynowymi oczkami :)
Co mnie najbardziej cieszy, podsumowując ten wyjazd - fantastycznie dobry nastrój obu moich psów na wystawie. Amber szczęśliwy że koniec z
wystawami na halach był wyraźnie w dobrym humorze, Beti nie dała poznać po sobie że to polski debiut wystawowy. Szalała z rodzeństwem,
jak miała dość to naburczała, zero strachu czy niepewności! No i pięknie stała na ringu :)
* * * * *
21.04.2006
I znowu pędzimy do Bydgoszczy! Rok szkolny już się kończy, zostały tylko 3 spotkania :)
Jedziemy z Labcią Arą, która w sobotę będzie szalała na ringu wystawowym. Pomaga nam Zuzia.
Po wykładach jedziemy do ukochanej siostrzyczki - do Basty. Ania jest całkiem szalona i przyjmuje pod swój dach 5 sztuk z Poznania ;)
Siostry znakomicie zajęły się sobą, ulubiona zabawa to zagryzanie :) Amber krąży na orbicie, czasem gdzieś się dołączy, głównie nosi zabawki,
taki mały piesek... Ara okazuje się aporterem totalnym, do północy wciska wszystkim piłkę. Zaczynam się cieszyć, że moje psy muszę uczyć aportu
a nie tolerować go ciągle.
* * * * *
18.04.2006
Kolejne szkolenie i poznajemy nowe elementy. Tym razem wprowadzamy komendy w marszu. Na treningach Obedience i na
spacerach ćwiczymy głównie "stój", teraz zaczynamy wprowadzać "siad" i "waruj" w marszu.
Nadal nic się nie zmieniło jeśli chodzi o tempo pracy. Betinka ślimaczy się niesamowicie. Zaczęła też bardziej rozpraszać
się w trakcie ćwiczeń. Chodzi ładnie i patrzy (czasami;), jednak gdy zostaje - zaraz głowa wędruje w inną stronę. Gdy ją
odwołuję od psów przybiega normalnym krokiem, gdy przywołuję z zostawania - ślimaczy się. Coś jest nie tak...
* * * * *
17.04.2006
Amber i Beti mają nową przyjaciółkę. Mała czarna Labradorka Ara podbiła serce Amberka i jest świetną kumpelką Betinki.
Na zapoznawczym spacerze Ara sprostała żywiołowym zabawom Wilczaków i wpasowała się w nasze stadko. Będzie naszą częstą
towarzyszką, pojeździmy trochę razem.
* * * * *
16.04.2006
Polecam zabawę balonami :) Takie duże lekkie piłki niesamowicie psiaki kręcą. Przy tym pękające balony
to świetna socjalizacja z hukiem i nietypowymi sytuacjami. Przedziurawione flaczki też można
przynosić ;) Gdy już się rozkręcą zamieniam zabawkę na mały aport, na koniec na piłkę.
Na świątecznym spacerze spotkaliśmy wyjątkowo dużą pannę - dwuletnią suczkę Doga. Okazała się bardzo przyjazna i ruchliwa,
psiaki zaczęły szaleć po lesie. Naprawdę szaleć - pełnym pędem gonitwa między drzewami. Jednak Dogi to nie długodystansowce - po 5 minutach sunia miała dość
i młoda rozciągnęła się na drodze :) Gdy Amber i Beti ją dopadli wyglądało to jakby wilki rzuciły się na upolowaną zwierzynę ;)
* * * * *
15.04.2006
Rano spotkaliśmy na szkoleniu "małego" Bacę. Baca to 6 mies On-ek, wzrostem przegonił Betinkę,
zaszokował mnie totalnie tempem wzrostu!
Beti przyjęła go z radością, spotkali się już jako małe szczeniaczki, ale Bacę nie interesowała
zabawa z sunią. Jest całkowicie zafiksowany
na swojego pana. Odganiał Betinę i straszył Ambera :0 W końcu jakoś się dogadali :)
Ćwiczymy z Betinką elementy z zerówki i jedynki, najtrudniej idzie nam z... przywołaniem :(
To znaczy Beti chce przychodzić ale zwykle w żółwim tempie. Musimy popracować nad prędkością ale
generalnie Psunia ma swoje własne tempo. I może tak właśnie musi być...
* * * * *
14.04.2006
Betinka uczy się piec mazurki. Zaczęła od testowania nowych smaków, trochę pomaga przy mieszaniu,
no i oczywiście zmywa naczynia :))) Jeszcze trochę i będzie z niej rasowa kucharka ;)
* * * * *
11.04.2006
Dreptałyśmy w kółeczko dwie godziny na PT... Szaleństwo ;)
Kolejne zajęcia i Beti zaczęła się lepiej skupiać na chodzeniu, chociaż pod koniec była całkiem wypompowana.
Zwykle na treningach chodzimy tylko krótkie chwile i teraz jest to naprawdę wyzwanie. Chodzenie to przede wszystkim
kontakt wzrokowy. Rewelacyjnie sprawdza się tu kliker. Za każde spojrzenie kilk i nagroda :)
* * * * *
10.04.2006
Psunia czuje się już lepiej, jednak dzisiaj ma zupełny luz, żadnych ćwiczeń, odpoczynek i kuracja. Na spacerze Amber i Beti szaleli już jak zawsze, jednak głównie odsypiali w domu :)
* * * * *
09.04.2006
Pamiętny dzień w życiu Betinki - pierwsze kroki na wystawowym ringu! Ale o tym za chwilę.
Nasza wyprawa miała swój finał w Czechach w Ostravie na krajowej wystawie psów. Z Katowic do Ostravy jest zaledwie 100 km, na miejscu byliśmy więc sporo przed czasem.
Nie obyło się oczywiście bez przygód. Najpierw - kto by się spodziewał, że Ostrava jest tak blisko granicy! Jechaliśmy przez jakieś miasto szukając drogowskazów gdzie dalej i powoli wyjeżdżałyśmy z niego gdy Marzena wpadła na pomysł
"A może TO jest Ostrava?"
Zapytany przechodzień zrobił duże oczy i potwierdziło się, krążyłyśmy już po Ostravie... Teraz wypadało by znaleźć wystawę. Niestety jak to zwykle z Czech nie nadeszło żadne potwierdzenie,
a ja nie znałam adresu, pozostało nam jedno magiczne słowo podsłyszane od Margo "vystaviste" ;)
I z takimi wskazówkami zaczęłyśmy szaloną jazdę po mieście. Trochę poznałyśmy głównych tras przy okazji, trochę pobłądziłyśmy (blade że nie zdążymy), w końcu jest drogowskaz "vystaviste" - hurra!
Wydawało sie że już tylko wejść na ring ale to był dopiero początek. Pani w sekretariacie podniosła nagle opłaty (mimo że były podane w sieci) i zażądała sporo kasy więcej.
Ok, ale ja miałam oprócz wymaganych euro tylko złotówki. Po sporym zamieszaniu i interwancji też innych Polaków (potraktowanych tak samo) pani przyjęła nas po tańszej taryfie, uff.
Po drodze pani weterynarz nie uznała wyższości naszych psich paszportów nad książeczkami i zażądała jakiś specjalnych zaświadczeń. Nie wiem jak Marzena to z nią załatwiła, ja juz nie miałam siły...
Ok, wreszcie jesteśmy na hali. Amber juz wiedział co jest grane i rozglądał się za Wilczakami, lub cieczkami ;) złapał nawet jakąś pannę przy sekretariacie ale właściciel nie chciał go na zięcia, mi synowa odpowiadała... :)))
Beti wczuwała się w nowy klimat. Spotkane Wilczaki (młode suczki i pies) bardzo się Beti podobały ale wszystkie inne psy też :) Zapałała szczególną sympatią do... Wilczarzy! Rozpoznawała też swoich najczęstszych kumpli czyli Goldeny i Labki.
Niestety coś dziwnego zaczęło się dziać z Beti. Zaczęła co chwilę przykucać i siusiać. Nie była wystraszona, ale taka jakaś niespokojna i siusiająca. Jednak gdy położyła się przy ringu wydawało się że jest lepiej.
Amber pobiegał, zgarnął CACa a Beti bardzo chciała mu pogratulować i strasznie się do nas rwała ;)
Przyszedł czas na Psunię. Pan Sędzia zapytał o wiek, dał sygnał do biegania. Betinka nieprzyzwyczajona do ringówki trochę się broniła, w końcu jednak rozbiegała się. Spodobała się Sędziemu w ruchu, pochwalił
też dobre proporcje i budowę, trudniej było przy ocenie stastycznej. Maleńka po prostu chciała się załatwiać (mimo że chwilę wcześniej byłyśmy na zewnątrz), wyraźnie było z nią nie w porządku.
Sędzia okazał sie wyrozumiały z zrzucił to na karb stresu ale ja wiedziałam że coś się wykulwa...
Beti ładnie pokazała ząbki i ogólnie była bardzo dzielna :) Zeszła z oceną Wybitnie Obiecująca :)))
W domu okazało sie że Psunia ma zapalenie dróg moczowych i biedna ciągle chce siusiu.
Poza halą było nadal ciekawie, Beti ciągnęła do psów a Amber... do auta ;) Szczęśliwi wracaliśmy do Polski, jeszcze tylko przedrzeć sie przez Śląsk, byle do autostrady - potem już mykniemy.
Z częstymi przerwami dla Betinki dotarliśmy do autostrady. Zadowolone pędzimy... ale to nie koniec przygód. Za chwilę wypadek na autostradzie, auta stoją, korek na dłuuugo. Wystarczy, jakoś dotarliśmy do Poznania, po drodze gubiąc Marzenę ;)
* * * * *
08.04.2006
Rano wyruszyłyśmy w pierwszą długą podróż Betinki. Beti i Amber już od samego świtu ;) pilnowały żebym im nie uciekła. Naszykowana torba podróżna to znak że... Jedziemy!
Mile pobudzone dreptały i poganiały mnie. Pierwszy etap to Poznań - Wrocław. Trasa znana i nie za długa. Na końcu trasy super niespodzianka - wielki bieg po lesie z psami Marzeny :)
Marzenka już na nas czekała i pojechałyśmy z 4 psami nad jezioro. To była radość. Amber i Trejsi to już starzy kumple, Amber uwielbia ją zaczepiać a ona krótko go trzyma.
Z Piratem też się znają, Pirat jest pełen szacunku dla większego kolegi, ale bez zbytniej uległości.
Beti wskoczyła w ten układ na sam koniec, jak na szczeniaka przystało. Wielki respekt dla Trejsi nie przeszkadzał jej bawić się wesoło z Piratem. No czasami przeszkadzał im Amber, gdy się rozkręcali.
Woda już ją tak mocno nie ciągnęła, po kije pływał Pirat.
U Marzeny w domu jak zawsze gościnnie i miło. Psy czują się tam swobodnie bo nikomu nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie :)
Beti i Amber zabawiali Mamę Marzeny, a Trejsi broniła kanapy. W końcu Beti zaczęła przynosić buty przypominając że jeszcze długa droga przed nami.
Następny etap to Wrocław - Katowice, piękna autostrada, przeleciałyśmy więc z Marzenką i piesami w 2 godziny. Amber to podróżnik od pierwszych miesięcy, Beti okazała się niegorsza.
Całą trasę przespała słodko. Beti (pamiętacie od maleństwa przyzwyczajana do auta) jest niesamowita. W samochodzie na trasie momentalnie zasypia :)
W Katowicach czekał na nas Adam z noclegiem, dziękujemy za pilotowanie w zawiłych okolicach i za gościnę! Pogadaliśmy trochę jednak czekała nas bardzo wczesna pobudka więc nie nagadaliśmy się do syta.
Miło po roku znowu się zobaczyć!
* * * * *
07.04.2006
Nazbierało nam się nowinek :)
W czwartek Betinka pierwszy raz zobaczyła wodę i... oszalała ;) Pełnym galopem wskoczyła do stawu, zaczęła nosić kije, topić je i wyławiać, podrywać kaczki i co tylko się dało.
Moje zaskoczenie było totalne! Po czyścioszku Amberku, który przeważnie moczy tylko nogi (no chyba że jest upał), Beti mnie rozbroiła. Wskakiwała na głęboką wodę i pływała!
Wreszcie mam psa, który lubi wodę!
Jednak sunia okazała się jeszcze bardzo delikatna i jak okazało się po kilku dniach nieźle tą kąpiel odchorowała :(
* * * * *
04.04.2006
Zaczęłyśmy szkolenie PT! Beti idzie śladami Amberka i pewnie też właśnie PT1 będzie za 2 miesiące jej pierwszym w życiu egzaminem, no chyba że najpierw zaszalejemy z Obedience :) Szkolenie typowe jak w latach ubiegłych - psy na smyczach i dużo dreptania w kółeczko. Na socjalizację mamy niedziele i spacery, a tu jest dużo pracy i krótkie przerwy. Grupę dopiero poznajemy ale jest tu jeden nasz kumpel z Obedience i są psiaki bardzo miłe. Przeważnie chłopaki wiec Beti jest ZADOWOLONA :)))
Przywitanie nie było zbyt gorące, wpadłyśmy w trakcie zajęć, Beti lekko zwątpiła i przyjęła postawę obronną - naburczeć na nich! Na przerwie przywitałyśmy się z każdym psiakiem i Betinka zobaczyła że nie jest źle. Chodzenie przy nodze wychodziło nam kiepsko, lepiej skupianie przy leżeniu czy siedzeniu.
Najfajniejsze jest to że przez całe zajęcia psy są oswajane ze strzałami. Zajęcia są na terenach strzelnicy i w tle bardzo często słychać huki, strzały. Beti olewa je totalnie :)
Zdjęć nadal nie mamy bo znowu padał deszcz, czy to Beti go ściąga? ;)
* * * * *
03.04.2006
Za parę dni Betinka pierwszy raz pobiegnie na ringu wystawowym. Na premierę wybieramy się do Czech, potem pojeździmy trochę po Polsce. Chcę by oswoiła się z klimatem wystaw, może je polubi?
Nasze szkolenie wraz z lepszą temperaturą nabiera rozpędu :) W niedziele szkolimy się w Bydgoszczy, w soboty Obediencowo, od jutra zaczynamy kurs w Poznaniu, no i jak starcza sił to wieczorami na spacerach też nie leniuchujemy :)
Sobota okazała się pierwszym dobrym szkoleniem Zuzi i Beti. Ładnie razem pracowały, Beti mniej rozglądała się za nami a bardziej koncentrowała na Zuzi. Zaczynają się dogadywać :) Zuzka dobrze pasuje do Betinki, jest spokojna i cierpliwa, mi czasem tego brakuje...
Amber jak wariat leci do kwadratu, ciekawe czy na zawodach w końcu mu się uda? Cwiczymy elementy z klasy "2" Obedience ale na pierwsze zawody raczej będzie jeszcze słabiutko. No ale sezon się zaczyna :)
Naszym głównym problemem na niedzielnych treningach jest "zmęczenie materiału" ;) Beti jest po weekendzie wykończona i już w niedzielę wysiada. Cwiczy przez to mniej dynamicznie, mniej chętnie, widzę że nie ma takiej frajdy jak np gdy ćwiczymy na spacerze. Nic jednak nie mogę na to poradzić :(
Niedzielne szkolenie okazało się fatalną wpadką "pańci", błędem wychowawczym :((( Ponieważ nie lubię zostawiać Amberka pojechaliśmy wszyscy razem (plus Piotrek, Natalia i Axel) do Bydgoszczy. Auto nie było moje więc Amber powędrował z nami na plac. Było to dobrym rozproszeniem dla Beti i innych psiaków, może aż "za dobrym", bo urządził nam mały koncertos : / Nie cierpi gdy Beti ćwiczy a on nie...
Jak już pisałam wszystkie psy są młode i spokojne więc Amber przed zajęciami biegał z nimi luzem. Problem pojawił się gdy jeden z ON-ków (młody ale duży prawie jak Amber) wystraszył się Amberka i żeby uniknąć spotkania zaczął zwiewać... Oczywiście jak uciekał to TRZEBA było go pogonić, Amber trochę go pogonił, coś tam mu nagadał i było ok, jednak Beti podpatrzyła i od tego czasu sama zaczęła startować na ON-ka. Spodobało jej się że ktoś się boi, no i poczuła się pewnie z "szefem" i z siostrą za plecami. Strasznie mnie wkurzyła ale wina jest oczywiście moja. Niepotrzebnie brałam Ambera. Pierwszy raz zdarzyło się żeby Betina kogoś pogoniła ale to i tak mi się nie spodobało. No już za tydzień będziemy to odkręcać...
Fantastyczny był dzisiejszy "spacerowy" trening. Pierwszy raz naprawdę ćwiczyłam z dwoma psami na raz :) Np jeden robił zostań, drugi zmiany pozycji, aport na zmianę. Beti dzisiaj zrobiła już prawie-prawie cały regulaminowy aport. Jeszcze tylko trochę za szybko po niego wystartowała. Jestem oszołomiona jej postępami w aportowaniu. W sobotę utrudniłam Betince zadanie i aportem sterowała Zuzia. Beti była zdezorientowana ale po paru próbach kilka razy podała Zuzi koziołek, na razie jeszcze bez rzucania.
Zaczęłam uczyć Betinkę wysyłania do kwadratu. Nasze najtrudniejsze ćwiczenie z Amberkiem, może uda się lepiej z Beti. Obecna (milionowa) wersja nauczania to micha na środku kwadratu ;) Beti nie trzeba dwa razy powtarzać, jak widzi michę to już nic innego się nie liczy :))) Okazało się że działa też fajnie przykład Amberka, Beti z kilku metrów pędziła za nim do kwadratu :)
Oba ćwiczyły dzisiaj z taką pasją i radością że aż serce rośnie :) Jak zawsze trening był krótki, taki żeby jeszcze pracowały na pełnym gazie.
W domu też trochę szlifujemy stare i nowe sztuczki. Beti umie już nie tylko otwierać ale i zamykać szafkę. Uczy się wyjmowania miski z szafy (dziwne ale okazało się to trudniejsze niż myślałam, łatwo podaje z ziemi, a nie chciała z szafy). Umie wszystkie "sztuczki" które tyle czasu uczyłam Amberka czyli podawanie smyczy, obracanie się w miejscu, podskok.
Zeby nie było tak bezproblemowo to okazało się że Betinka panicznie boi się odkurzacza. Nie ma z nim częstego kontaktu, bo podłogi raczej mamy zmywalne a jak zbliża się czas sprzątania to... wyjeżdżamy ;) Faktem jest że się boi i nie wiem ile czasu mi zajmie żeby to wyprostować (na marginesie - w swoim domu w hodowli Beti odkurzacza się nie bała, więc nauczyła się tego u mnie, może przejęła to od Astera, który też strasznie ucieka).
Ciekawe że przy tym całkowicie nie boi się huków. W sobotę mieliśmy małą imrezkę i w niedzielę Beti chodziła i przegryzała baloniki, huk był straszny a jej się podobało!
* * * * *
go back